O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 23-31 stycznia 2018 - homilie cz. 3


Ćwiczenia Ignacjańskie
23-31 stycznia 2018

 

W dniach 23-31 stycznia 2018 r. przeżywaliśmy ćwiczenia ignacjańskie. Wzięło w nich udział 50 osób, którym towarzyszyli duszpasterze CFD.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

 

homilie – część pierwsza
23-25 stycznia 2018 >>>
.

homilie – część druga
26-28 stycznia 2018 >>>
.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ TRZECIA -
29-31 stycznia 2018

---------------------------------------------------------------------

 

Dwa obozy. Do którego z nich chciałbym się przyłączyć?
homilia – poniedziałek 4. tygodnia zwykłego (rok I), 29 stycznia 2018 r.
2 Sm 15, 13-14.30; 16, 5-13a; Ps 3, 2-7; Mk 5, 1-20

NAGRANIE HOMILII Z 29 STYCZNIA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Fragment z drugiej księgi Samuela, którego wysłuchaliśmy, przypomina mi medytację, jaką św. Ignacy proponuje w czasie drugiego tygodnia ćwiczeń – rozmyślanie o dwóch sztandarach. Pod jeden sztandar zaprasza uczniów Wódz dobry – Chrystus, pod drugi sztandar próbuje werbować wojowników Lucyfer. W historii zapisanej na kartach drugiej księgi Samuela mamy dwa obozy: obóz Dawida i obóz Absaloma. Chciałbym zaproponować, byśmy sięgając do kontekstu, którego nie słyszeliśmy w liturgii, scharakteryzowali sobie te dwa obozy.

Najpierw warto poszukać początków, gdzie się to zaczęło. Zaczęło się od dramatu w rodzinie. Dawid miał kilka żon. Pierworodny syn Dawida z pierwszego małżeństwa, Amnon, zgwałcił Tamar, córkę Dawida z innego małżeństwa. A Tamar była rodzoną siostrą Absaloma. Dawid rozgniewał się, ale opanowany miłością do pierworodnego syna, nie skarcił go należycie. Bo za ten czyn Amnon według Prawa Mojżeszowego powinien zapłacić śmiercią. Po upływie dwóch lat Absalom „bierze sprawy w swoje ręce” i zabija Amnona, po czym ucieka za granicę; ucieka do swojego dziadka, króla Geszur. Tam spędza trzy lata, po czym wraca do kraju. Z tym też jest związana pewna historia… Dawid pozwala na jego powrót, ale Absalom mieszkając w Jerozolimie nie widzi Dawida, nie spotyka się ze swoim ojcem. Dopiero po dwóch kolejnych latach dokonuje się ich spotkanie i jakieś pojednanie.

I wtedy zaczyna się ujawniać odmienna mentalność Absaloma. Sprawia sobie Absalom wóz z końmi (a konie to zwierzęta używane do celów wojennych), przy którym biegało pięćdziesięciu ludzi, a więc Absalom umie się pokazać. A potem zaczyna konfliktować ludzi z Judy i z Izraela. Autor księgi mówi, że zaczyna „wykradać” serca ludzi z Izraela, manipulując nimi; manipulując nimi w momencie ich cierpienia, bo kiedy ktoś z północy, czyli z Izraela, przychodzi do Jerozolimy i cierpi, bo przychodzi dla rozstrzygnięcia jakiegoś sporu, to Absalom czeka na takich ludzi w bramie i mówi, że jego sprawa jest ważna, ale u Dawida, u króla, nie znajdzie nikogo, kto by się nią zajął i kto by ją rozstrzygnął. Może Absalom sądzi, że Dawid, choć jest ojcem, nie potrafi sprawiedliwie sądzić nawet spraw rodzinnych, więc jak może sądzi sprawy innych ludzi. Taką manipulację i destrukcję, rozbijanie jedności państwa od środka, Absalom prowadził przez cztery lata. Po czym nastąpił punkt kulminacyjny. Absalom udał się Hebronu i znowu mamy do czynienia z pewną manipulacją, bo udaje się tam pod pozorem, pod pozorem złożenia ofiary Panu Bogu, a tak naprawdę w celu przeprowadzenia zamachu stanu, przewrotu. Prowadzi ze sobą Absalom dwustu ludzi, zupełnie nieświadomych jego zamiarów.

To jest kontekst, w którym Dawid ze swoimi ludźmi ucieka z Jerozolimy w stronę Góry Oliwnej, przechodząc przez potok Cedron (który to potok Cedron może przywodzić nam na pamięć Syna Dawida, Jezusa, i początek Jego Męki). W ten sposób widzimy dwa obozy: obóz Absaloma i obóz Dawida, które diametralnie się od siebie różnią. Absalomowi towarzyszy dwustu zmanipulowanych ludzi, towarzyszących mu „w dobrej wierze”, ale zupełnie nieświadomych jego zamiarów. Natomiast Dawidowi towarzyszy sześciuset ludzi oddanych mu całym sercem, ludzi oddanych mu na śmierć i życie. Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest człowiek o imieniu Ittaj z Gad, który co dopiero przyłączył się do Dawida i choć Dawid jasno mówi mu o niebezpieczeństwach, które mu grożą. Mówi „wczoraj przyszedłeś, a dziś miałbyś iść, aby tułać się z nami…”, to Ittaj wyznaje: „Na życie Pana i na życie pana mego, króla: w miejscu, gdzie znajdzie się pan mój, król, czy to na śmierć, czy życie, tam będzie sługa twój”.

Dwa obozy, całkowicie się od siebie różniące się. Absalom uwodzący ludzi siłą i przepychem, i zewnętrznością. Przypomnijmy ten wóz zaprzęgnięty w konie, ale może pamiętacie również opis wyglądu Absaloma, bardzo charakterystyczny opis: „nie było człowieka tak pięknego jak Absalom… Od stóp do głowy nie było na nim skazy…”, a potem w tym opisie w zasadzie akcent pada na jego włosy… (2 Sm 14, 25-26). Z drugiej strony patrzymy dzisiaj właśnie na Dawida, który wchodzi na Górę Oliwną „płacząc i z nakrytą głową. Szedł boso. Również wszyscy ludzie, którzy mu towarzyszyli, nakryli swe głowy i wstępując na górę, płakali”. Id pieszo, bosi, płaczą… Ale są uzbrojeni.

Absalom manipuluje i uwodzi. A Dawid? Tuż przed wejściem na Górę Oliwną odsyła kapłanów i lewitów z Arką Przymierza do Jerozolimy. Dawid nawet nie chce wykorzystywać Arki Przymierza, żeby przekonywać, że Bóg jest z nim. To, czy Bóg jest z nim, według Dawida, ujawni się w odpowiednim czasie. Więc każe odesłać Arkę Przymierza, ten zewnętrzny znak obecności Pana Boga, żeby… bo nie chce nikogo przekonywać tymi zewnętrznymi gestami. On nie musi nikomu udowadniać, że Bóg jest z nim. Dawid pokazuje, że nie jest panem Arki Przymierza, ale sługą Arki Przymierza. To tak jak my nie jesteśmy panami słowa Bożego, ale sługami słowa Bożego. Nie mamy słowa Bożego opanować, my mamy pozwolić, aby ono nas opanowało i żebyśmy my mu służyli. Dawid jest gotowy zrobić wszystko, czego chciałby od niego Bóg. Mówi: „oto jestem - niech Bóg czyni ze mną co uzna za słuszne” (2 Sm 15, 26).

I dziś słyszeliśmy, że pewien człowiek, Szimei, syn Gery, przeklina i obrzuca kamieniami Dawida oraz wszystkie sługi króla Dawida. A czyni to, chociaż jest to pewnym paradoksem, chociaż z królem po prawej i po lewej stronie jest uzbrojony lud. Dawid nie chce zdobywać obywateli przemocą ani podstępem. A mógłby, bo przecież wokół niego są słudzy gotowi na wszystko. Oni też powiedzieli: „we wszystkim, co rozkaże pan nasz, król, słudzy twoi będą z tobą” (2 Sm 15, 15). Dawid jest władcą potężnym, ale pokornym. Jest ojcem narodu, a ojciec z natury nie zabija, tylko daje życie; daje życie, nawet za cenę własnego życia, nawet za cenę własnego upokorzenia. Dlaczego Dawid ucieka? Nie dlatego, że jest słaby. Ucieka, bo jest władcą pokornym, a nie despotą siłą trzymającym się tronu za wszelką cenę. Nie chce wojny domowej w narodzie, a może przede wszystkim nie chce wojny między synem a ojcem. Chce życia i dobra całego narodu, nawet za cenę swojego upokorzenia, za cenę swego wygnania. I być może, niektórym, począwszy od Absaloma, wydaje się być słabym królem, ale tak naprawdę jest silnym ojcem. Dawid jest człowiekiem po przejściach. Popełnił w swoim życiu dużo błędów, ale dał się Panu Bogu kształtować.

Dwa obozy, dwa sztandary. I pytanie… Do którego obozu chciałbym się przyłączyć? Pod którym sztandarem chciałbym stanąć? Wiem, że ćwiczenia powoli się kończą, ale może poprośmy, tak jak proponuje św. Ignacy w medytacji o dwóch sztandarach, o poznanie podstępów złego przywódcy, i o pomoc, abyśmy się ich ustrzegli. Prośmy o poznanie życia prawdziwego, które ukazuje nam najwyższy i prawdziwy Wódz, Jezus Chrystus, Syn Dawida. I o łaskę poprośmy, abyśmy Jezusa, Syna Dawida, naśladowali.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

 

………
homilia – wtorek 4. tygodnia zwykłego (rok I), 30 stycznia 2018 r.
2 Sm 18, 9-10.14b.24-25a.31 - 19,3; Ps 86, 1b-6; Mk 5, 21-43

NAGRANIE HOMILII Z 30 STYCZNIA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Niedobre przyzwyczajenia zabijają w nas wielkie pragnienia
homilia – środa 4. tygodnia zwykłego (rok I), 31 stycznia 2018 r.
2 Sm 24, 2.9-17; Ps 32, 1b-2.5-7; Mk 6, 1-6

Czytałem tę stronicę Ewangelii z liturgii dnia cały czas mając w pamięci, że jest to stronica, którą czytamy w ostatnim dniu naszych świętych rekolekcji i że ta stronica Dobrej Nowiny przygotowuje nas do nowego rozdziału, który rozpoczyna się wraz z powrotem do codzienności. Ta stronica mówi o pewnym przełomie w Ewangelii wg św. Marka. Ale myślę, że jest to także jakiś sygnał, że pojawia się także przełom w naszym życiu. Rozpocznijmy od tej wiadomości, która w Ewangelii – na tej stronicy Dobrej Nowiny – jest dosyć smutna: „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu” (Mk 6, 5-6). „Nie mógł tam zdziałać żadnego cudu”. Gdzie? O tym mówi początek Ewangelii, a potem Jezus jeszcze raz przypomni, gdzie. W rodzinnym mieście, wśród swoich. Marek użyje tutaj określenia gr. „he patria”, które niekoniecznie oznacza miejsce urodzenia, ale miejsce wychowywania od dzieciństwa, wzrastania. Jezus jest wśród swoich, którzy razem z Nim od dzieciństwa wzrastali, wychowywali się. Jezus jest tam, gdzie było między nimi tyle bliskości, tyle zażyłości… Żyli jak sąsiedzi, blisko siebie. Chodzili do tej samej synagogi. I „nie mógł tam zdziałać żadnego cudu”. I „dziwił się też ich niedowiarstwu”. Pomyślałem, że przed samym powrotem do domu, Ewangelia, słowo Boga żywego, chce nam zwrócić uwagę na bardzo delikatny moment w tym przełomie. Wracamy do naszego rodzinnego miasta, wracamy do naszej ojczyzny; wracamy do miejsca, gdzie się wychowywaliśmy, gdzie wzrastaliśmy; wracamy do miejsca, gdzie dzisiaj toczy się nasza codzienność. Wcześniej w Ewangelii wg św. Marka jest inaczej. Od pierwszego rozdziału aż do tego, szóstego, jesteśmy świadkami „pasma” cudów. Pamiętamy o tych cudach, których Jezus dokonywał, a o których czytaliśmy w Ewangelii w liturgii, w czasie tych rekolekcji. Spróbowałem jeszcze raz wrócić do wszystkich. Każde z ich jest tak silnym wydarzeniem, że serce je zapamiętuje.

Jezus zaraz potem, jak wrócił z Judei do Galilei, – wiemy, że osiadł w Kafarnaum –, wchodzi do synagogi i tam dokonuje pierwszego cudu: w synagodze, gdzie jest czytane słowo, gdzie ludzie są wsłuchani w Jego słowo. Jaki to cud? Oczyszcza serce człowieka, który w Bogu widzi swoje niebezpieczeństwo. „Przyszedłeś nas zniszczyć!”. To pierwsze uzdrowienie w Ewangelii wg św. Marka; ono mnie niezwykle przejmuje. Od serca zaczyna uzdrowienia. Wyrzuca tę nieczystość, ten nieczysty obraz. Uzdrawia tę niedobrą, złą relację. Potem, pamiętamy, idzie do domu Piotra. Tam podnosi z gorączki teściową; uzdrawia dom Piotra. Potem, widzimy, jak uzdrawia wszystkich przed domem Piotra. Uzdrowienia są liczne. Potem znowu widzimy Go, jak uzdrawia trędowatego, człowieka odizolowanego, który nie ma i nie może mieć żadnych relacji. Człowiek bez relacji umiera. On był chodzącym trupem, a Jezus go uzdrawia. Potem idzie znowu do domu, a prawdopodobnie był to dom Piotra, gdzie zamieszkał, i uzdrawia człowieka sparaliżowanego. Ale najpierw uzdrawia jego sparaliżowane sumienie, sumienie sparaliżowane grzechem; potem także ów może chodzić, bo kiedy człowiek ma zdrowe serce, zdrowe sumienie, może chodzić, może wrócić do życia. A potem widzimy Go, jak uzdrawia człowieka z uschłą ręką. Uzdrawia to, co w nim uschłe. Potem to cudowne wydarzenie na jeziorze: uciszenie burzy na jeziorze. Ile spektakularnych wydarzeń, cudownych wydarzeń! Być może jest to lista tych cudów, których Jezus dokonywał w czasie tych dni w was. Każdy z was nosi w sercu tajemnicę jakiegoś cudu tych dni: cudu uzdrowienia, może nawet cudu ocalenia, cudu uciszenia burzy, która nie pozwalała ci w życiu funkcjonować. A może usunął jakiś trąd, który cię izolował od ludzi i nie pozwalał ci się z nimi spotykać? A może uzdrowił twój obraz Boga? A może podniósł cię z gorączki, która sprawiała, że życie spędzałeś w łóżku, biernie, a teraz możesz znów usługiwać, uwierzyć, że masz serce zdrowe i możesz żyć? A może odjął ten paraliż? To tajemnica między tobą i Jezusem, tajemnica twojego serca – to, co tutaj się wydarzyło i jakiego cudu Jezus dokonał.

I otwieramy tę stronicę dzisiejszą, która nam przypomina, że Jezus wraca z nami do rodzinnego miasta, ale która także nas uczy pokory. Jezusowi „jakby trudniej” dokonywać cudów w mieście, gdzie toczy się nasza zwyczajność, nasza codzienność; w tym miejscu, w którym ocieramy się o Niego codziennie, w którym wychowaliśmy się z Nim od dziecka i tyle słyszeliśmy o Nim. Kiedy Jezus wszedł w ich codzienności do synagogi – tam, gdzie mieszkali, gdzie żyli – oni zamknęli się na Jego dalsze, cudowne działanie. „A kto to jest?”. „Kto to jest?”. „Przecież to nasz sąsiad! To jeden z nas!”. „To syn Maryi, tej prostej kobiety, Miriam!”. „Syn cieśli!”. „Taki zwyczajny!”. Św. Marek zapisze, używając słowa gr. „skandalidzo”, że takim Jezusem się gorszyli. A gr. „skandalon” oznacza przeszkodę. Co było ich przeszkodą w spotkaniu z Jezusem? Co przeszkadzało, że nie mógł dokonywać nadal cudów, których dokonywał wcześniej? Przyzwyczajenie. Kochani, jest taki „pełzający” grzech, który może się wkraść w nasze życie, a który się rodzi z przyzwyczajenia. „Ja już Go znam!”. „Ja już to wiem!”. „Ja już słyszałem!”. I wtedy niedobre przyzwyczajenia zaczynają zabijać w nas wielkie pragnienia. Niedobre przyzwyczajenia sprawiają, że wraca paraliż; wraca nasz trąd; wraca to, co uschłe; mogą wrócić choroby. To stronica [Ewangelii], która uczy nas wielkiej pokory, abyśmy wracając do naszej codzienności, bliskości z Jezusem nie zamienili na niedobre przyzwyczajenie, na taką zwyczajność, która sprawia, że już nas nic nie zdumiewa, nie zadziwia, nie porusza serca. A wtedy serce zajmują sprawy codzienne i serce już nie potrafi smakować, świętować. Serce potrafi się jedynie martwić. Zaczynamy się garbić, nużyć. Nie potrafimy żyć, świętować życie, celebrować je.

Chciałbym podzielić się z wami akapitem lektury, która w pewnym momencie, w pewnym okresie mojego życia, była dla mnie bardzo ważna. Była dla mnie bardzo ważnym wstrząsem, którym Jezus budził serce z przyzwyczajenia. Josef Neuner SJ, już nieżyjący, teolog austriacki, jezuita. Pisze tak: „Największą przeszkodą w spotkaniu z Jezusem jest nasza zażyłość z Nim. Myślimy, że Go znamy. Już od dzieciństwa uczyli nas rodzice wiary w Niego. Setki razy czytaliśmy Ewangelię i słuchali jak ją czytano. Znamy starożytne formuły, którymi określały Go sobory: prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Codziennie modlimy się do Niego podczas liturgii i medytacji. Jezus jest z pewnością najbliższą postacią w naszym duchowym środowisku. Ale mogło się zdarzyć, mogło się zdarzyć i tak, że nigdy nie spotkaliśmy się z Nim naprawdę osobiście i nigdy nie stał się On dla nas wyzwaniem”. By spotkać Jezusa nie wystarczy tylko studiować, pozostawać w sferze pojęć. „Jesteśmy przyzwyczajeni do zachowywania bezpiecznego dystansu, gdy czytamy Ewangelię czy studiujemy teologię. Pozwala nam to mówić o Jezusie tak, jakbyśmy Go znali, bez żadnego ryzyka, ponieważ spotykaliśmy się z Nim tylko w dobrze zabezpieczonej sferze liturgii i doktryny. Musimy spotkać Go znowu, osobiście” (Józef Neuner SJ, W drodze z Chrystusem. Biblijny przewodnik trzydziestodniowych rekolekcji oparty na Ćwiczeniach Duchownych Św. Ignacego Loyoli, Kraków 1992, s. 102.104).

Dlaczego Jezus tylu cudów dokonał, także w tych dniach, jak wierzę? Bo spotkaliście Go osobiście! Bo nie był dla was jedynie Jezusem w sferze pojęć! Stał się Jezusem waszego serca. A kiedy Jezus ma dojście do serca, może dokonywać cudów dla nas niewyobrażalnych. Przez głowę nam nie przejdzie, ile On może dokonać w naszym życiu! A może już to wiesz! Nawet nie myślałeś i nie sądziłaś, że On tyle dokona w tych dniach! Ale stało się tak dlatego, ponieważ uwierzyliście Mu; nie musiał się dziwić waszemu niedowiarstwu. Prośmy z pokorą, z tą stronicą Ewangelii Marka, z szóstym jej rozdziałem, w sercu, aby kiedy On przyjdzie do naszej synagogi, tam, w naszej ojczyźnie; kiedy przyjdzie do naszej świątyni, by nam głosić słowo; kiedy otwierać będziecie Biblię, by ją medytować nadal, w codzienności, by te spotkania z Nim były równie zażyłe, świeże, bliskie, jak w tych dniach. Takie spotkania są łaską, więc prośmy o nią pokornie w tej Eucharystii

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl