O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jedność działania Ducha. Charyzmat... 2-4 lutego 2018 - homil ...


Jedność działania Ducha. Charyzmat i sakrament
REKOLEKCJE DLA DUCHOWNYCH
I OSÓB KONSEKROWANYCH

2-4 lutego 2018

 

W dniach 2-4 lutego 2018 r. trwa sesja rekolekcyjna dla duchownych i osób konsekrowanych, którą prowadzi abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. Dzielimy nagraniami/tekstami homilii wygłoszonych w czasie rekolekcji. W święto Ofiarowania Pańskiego homilię wygłosił Krzysztof Wons SDS, dyrektor CFD w Krakowie. 

zapowiedź sesji >>>.

info o sesji >>>.

nagrania >>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji rekolekcyjnej wygłosili
Krzysztof Wons SDS i abp Grzegorz Ryś *

---------------------------------------------------------------------

Posłuszni stawiają w centrum Jezusa, a On ich oczyszcza
homilia – święto Ofiarowania Pańskiego, 2 lutego 2018 r.
Ml 3, 1-4; Ps 24, 7-10; Hbr 2, 14-18; Łk 2, 22-40

NAGRANIE HOMILII Z 2 LUTEGO 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Drodzy bracia i siostry, święto Ofiarowania Pańskiego – święto miłości, która daje siebie do końca, która ofiaruje Bogu to, co pierworodne, co pierwsze w sercu, co najdroższe, co najukochańsze – to święto, które już zapowiada najwyższą Ofiarę miłości, święto Miłości Ukrzyżowanej. Ale czy nie uderzył was fakt, że pierwsze wersety dzisiejszej Ewangelii, Ewangelii wg św. Łukasza, w tym właśnie dniu, święta Ofiarowania Pańskiego, mocno i kilka razy zwracają uwagę na wierność przepisom Prawa. To jest o tyle dziwne, nawet dziwne, bo Łukasz wychowany w kulturze greckiej nie posiadał zbytniej znajomości Prawa Starego Testamentu. Ale jego najbardziej interesowała nie litera Prawa, ale teologia Prawa, duchowe znaczenie przepisów Prawa. Św. Łukasz podkreśla, że Maryja i Józef byli wierni Prawu Pańskiemu. Z uwagą serca, z miłości do Boga, wypełniali to, co było wymagane po urodzeniu pierworodnego syna. Przypomnijmy, że były to dwa stare przepisy. Jeden dotyczył matki, a drugi - nowonarodzonego dziecka.

Pierwszy przepis wyjaśnia nam księga Kapłańska. Kobieta po urodzeniu chłopca ma pozostawać przez siedem dni nieczysta, czyli wyłączona od czynności liturgicznych. Ósmego dnia następowało obrzezanie dziecka, ale potem jeszcze przez trzydzieści trzy dni kobieta pozostawała w domu dla oczyszczenia krwi. Po czterdziestu dniach składała podwójną ofiarę: baranka - na całopalenie i młodego gołębia lub synogarlicę - za grzech. Ale jeśli kobieta była uboga, mogła złożyć w ofierze dwie synogarlice albo dwa młode gołębie. Św. Łukasz uściśla, że Maryja i Józef złożyli ofiarę ubogich, aby ukazać, że Jezus urodził się w rodzinie ludzi prostych, pokornych. Przyszedł do nas poprzez ubogich.

Drugi przepis. Za pierworodnego syna, który zgodnie z Prawem Mojżeszowym był własnością Boga, wymagane było wykupienie przez dar pięciu syklów, które należało zapłacić kapłanowi w dowolnym miejscu. I było to na odwieczną pamiątkę faktu, że w chwili wyjścia z Egiptu Bóg ocalił pierworodnych narodu żydowskiego. Trzeba zauważyć, że w przypadku tych dwóch aktów, oczyszczenia matki i wykupienia syna, nie trzeba było udawać się do świątyni, natomiast Maryja i Józef chcieli dokonać wszystkiego w Jerozolimie. My wiemy, jak Łukasz w swojej Ewangelii podkreśla to miejsce teologiczne, jakim jest Jerozolima.

Niezwykłe jest to posłuszeństwo Prawu. Maryja nie potrzebowała oczyszczenia po urodzeniu Jezusa. Z perspektywy naszej, tej Bożej, poczęcie i narodziny Jezusa były absolutnie dziełem Ducha Świętego. Narodzenie Jezusa przynosi oczyszczenie światu! On nie potrzebuje tez wykupienia. Nie zostaje zwrócony rodzicom. Zostaje osobiście oddany w świątyni Bogu; jest Jego wyłączną własnością. Dlatego Łukasz nic nie mówi o akcie wykupu Jezusa, a napisze, że zostało „przedstawione”, ofiarowane (może przetłumaczyć) Bogu.

A jednak Maryja i Józef są posłuszni Prawu. I dzięki ich posłuszeństwu zaczynają się spełniać obietnice Boga. W centrum nie jest Prawo. W centrum jest Osoba Jezusa. Do Niego prowadzi każda litera Prawa. Gdyby litera Prawa nie prowadziła do Niego, taka litera nikomu nie byłaby potrzebna. Taka litera zabija. Litera, która nie prowadziłaby do żywego spotkania z Bogiem, nie kryje w sobie żadnego sensu. To On jest wypełnieniem każdej litery w Bożym Prawie. Oto dlaczego św. Łukasz tak naprawdę, chociaż na początku mówi tyle o przepisach, koncentruje nas, - jeśli dobrze słuchamy Ewangelii -, na Osobie Jezusa. To On jest centrum! To On wkracza do świątyni! Tak pokornie, że pozwala się nieść przez biednych, prostych ludzi. On, kruchy, maleńki, a przecież Zbawiciel świata! Czyści, ubodzy, posłuszni – Miriam i Józef – wypełniają Prawo, ale właśnie przez przepisy Prawa to wydarzenie, które ma miejsce, staje się innym wydarzeniem. Bóg nadaje mu nowy sens. Oni wypełniają Prawo, są posłuszni, a Bóg to posłuszeństwo czyni miejscem błogosławieństwa i odsłania głębszy sens tego, czemu są posłuszni. Przedstawiają Jezusa w świątyni Boga. A raczej, to On sam, Syn, przez ręce tych ubogich, przedstawia siebie Ojcu; ofiaruje siebie Ojcu, do którego całkowicie należy, który Go posłał.

A Miriam z dnia Zwiastowania i dnia Ofiarowania może powiedzieć po czterdziestu dniach, że spełnia się proroctwo Malachiasza, które przed chwilą usłyszeliśmy: „To mówi Pan Bóg: «Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, (…) oczyści synów Lewiego, (…), a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe»” (Ml 3, 1-4). Miriam i Józef widzą na własne oczy… oni, którzy spotkali anioła, którego wysłał Pan, widzą na własne oczy i doświadczają całym sercem, jak to słowo Malachiasza wypełnia się w Jezusie. Natychmiast Go przynoszą do świątyni i dzięki ich wierze zostaje przyniesiony do świątyni. Przez ich ręce maleńki Jezus może przedstawić siebie i ofiarować siebie osobiście Bogu Ojcu.

Jest w tym akcie ukryty motyw już zapowiadanej ofiary Jedynego Kapłana. Maleńki Jezus, niesiony na rękach Maryi i Józefa, zostaje natychmiast przedstawiony w świątyni, jest tym samym Jezusem, który, gdy dorośnie, dokona oczyszczenia świątyni, a On sam stanie się Ofiarą i Arcykapłanem Nowego Przymierza. Dokonuje oczyszczenia naszej świątyni. Pozwoliliśmy Mu, aby nas konsekrował sobie i od tej pory oczyszcza dzień po dniu to miejsce, które ma być Jego świątynią, a którym jest nasze serce. Ten, który ukształtował dziewicze serce Miriam, który konsekrował Ją sobie, pozwolił, aby Go urodziła i niosła światu poprzez konsekrowane serce. Pisał św. Augustyn: „Chrystus Prawda jest w sercu Maryi. Chrystus Ciało jest w Jej łonie. Być w sercu, znaczy więcej niż być w łonie”. Oto sama istota naszego życia, życia konsekrowanego, ale także życia każdego prezbitera, który przyjął sakrament święceń: pokazywać światu Jezusa bardziej sercem niż ciałem, cokolwiek to oznacza; bardziej wewnętrznie niż zewnętrznie, bardziej duchowo niż materialnie. Uobecniać Go przez życie czyste, ubogie i posłuszne, jak Miriam i Józef. Posłuszeństwo Prawu, wierność przepisom, nie uczyniło z nich ludzi zamkniętych w literze Prawa, ale otwartych na Boga i na świat. Ich posłuszeństwo bowiem nie opierało się na literze, ale na miłości. Dzięki temu przez posłuszeństwo miłość Boga może objawiać się w świecie.

Św. Łukasz przypomina, że miłość, która zajmuje i przenika serce Miriam, to Miłość Ukrzyżowana. Symeon wygłasza swoje proroctwo o Dziecięciu i Jego Matce: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34-35). Zbawienie, które Jezus przynosi swojemu ludowi, które On sam uosabia, przechodzi przez Krzyż, przez gwałtowną śmierć, przez całkowitą Ofiarę z siebie. I tak zwycięża świat. Przekształca ofiarą swego życia, ofiarą z miłości przemienia ten świat. Nie inaczej my, jeśli mamy być naprawdę Jezusowi. Inaczej nie będziemy zmieniali tego świata, tylko w taki sposób, jaki On pokazał. To ofiarowanie jest zapowiedziane właśnie w geście przedstawienia w świątyni. My też zostaliśmy przedstawieni Bogu w świątyni. Pamiętacie ten dzień, kiedy zawołani po imieniu, powiedzieliśmy: „jestem”? Jak Jezus przed Ojcem, który powiedział: „Jestem”. To „jestem” oznaczało świadome ofiarowanie się Bogu.

Duch, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii, unosił się nad nami, jak unosił się nad całym wydarzeniem ofiarowania Jezusa, jak unosił się nad Symeonem i nad Anną. Unosi się nad nami i teraz, w tej świątyni. Wierzymy w to. Jest w nas i wśród nas. To jest Duch Pocieszyciel, ten Duch, który chroni, broni naszej konsekracji; Paraklet, który przynosi pocieszenie i porusza naszymi sercami, jak poruszał sercem Symeona i Anny. Ten Duch, który podpowiadał Symeonowi i Annie prorocze słowa, słowa błogosławieństwa, uwielbienia Boga. Ten Duch, który sprawiał, że byli na swoim miejscu, kiedy Bóg przychodził. Ten Duch podpowiada i nam, abyśmy wzięli Jezusa jeszcze raz w nasze ramiona, byśmy Go objęli naszym sercem i naszym życiem, bo On jest naszym zbawieniem. I On także będzie się modlić w nas, gdy po raz kolejny odnowimy nasze przymierze miłości z Bogiem. I zanim za chwilę przedstawimy siebie w tej skromnej świątyni Bogu Trójjedynemu, by odnowić nasze ofiarowanie przez śluby, przyrzeczenia czy inne więzy, niech pomogą nam skupić się słowa świętego z czwartego wieku. Św. Chromacjusz z Akwilei tak się modli: „Oddal od nas o Panie takie niebezpieczeństwo, abyśmy nigdy sobie nie pozwolili na obciążenie snem niewierności, ale udziel nam swojej łaski i miłosierdzia, abyśmy zawsze mogli czuwać w wierności Tobie. Bowiem nasza wierność może czuwać w Chrystusie”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Słowo jest pierwszym darem Chrystusa, Dobrego Pasterza!
homilia – sobota 4. tygodnia zwykłego (rok I), 3 lutego 2018 r.
1 Krl 3, 4-13; Ps 119, 9-14; Mk 6, 30-34

Po jednej myśli do każdego z czytań. Pierwsze czytanie z księgi Królewskiej jest klasycznym tekstem przywoływanym w Kościele, kiedy się tłumaczy, na czym polega dar rozumu; dar, który jest darem Ducha Świętego. I dobrze się składa, bo mówiąc o Duchu Świętym i Jego rozmaitym działaniu w naszym życiu, przez te dni nie mówiliśmy o darach Ducha Świętego, których zwykle wymieniamy siedem, choć pewnie jest ich więcej. Ale jak się ich wymienia siedem, to jest szansa, że ludzie zapamiętają… Wszystkiego po siedem…

Wśród tych darów jest dar rozumu. To, co najważniejsze przy tym darze, to stwierdzenie, że jest to dar, który człowiek otrzymuje dla swojego serca. „Daję ci serce mądre i pojętne” (1 Krl 3, 12). Zresztą, właśnie o to Salomon prosił: „Racz dać, twemu słudze, serce rozumne” (1 Krl 3, 9). To serce rozumne jest potrzebne, żeby sądzić wielki lud, żeby rozróżniać dobro od zła. Dar rozumu na tym właśnie polega, choć może lepiej byłoby go nazwać darem zrozumienia, zwłaszcza zrozumienia człowieka. Oczywiście, czasami potrzebujemy też tego daru, aby zrozumieć sytuację, w której znaleźliśmy się, ale wtedy też potrzebne jest nam serce rozumne. Bo kiedy nie rozumiemy sytuacji, to możemy się z nią zmierzyć w sercu ufając Bogu, odkrywając w sercu miłość do Boga, zaufanie Bogu. Inaczej będziemy rozumieć trudną sytuację, jeśli w nas jest serce kochające Boga, a inaczej, kiedy to serce nic nie rozumie, a została tylko głowa. Jest bardzo ważne przy rozumieniu drugiego człowieka, żeby go rozumieć sercem. To jest to, co niewątpliwie Jezus pokazuje w Ewangeliach, kiedy inaczej rozumie ludzi niż całe Jego otoczenie. Inaczej widzi ich problemy. Potrafi dojść do samego sedna tych problemów. Ale tajemnica jest chyba tylko ta jedna, że On ich rozumie sercem.

Kto nie ma tego daru [daru rozumu], to Biblia mówi o nim, że ma ślepe serce. To jest zresztą klucz do wszystkich darów Ducha Świętego i to dochodzimy do tego, o czym mówiliśmy już wiele razy w czasie tego naszego skupienia, w czasie tych rekolekcji, a mianowicie, że Duch jest spójny. Jego działanie jest harmonijne, jest spójne. A tym, co decyduje o tej spójności, jest to, że każdy z Jego darów tak naprawdę jest kolejną „twarzą” miłości. Właśnie rozumienie, dar rozumu, jest jedną z „twarzy” miłości do człowieka, do Boga, do siebie. Dar męstwa jest jedną z „twarzy” miłości, inaczej jest jakimś zuchwalstwem, wariactwem, szaleństwem. Dar bojaźni Bożej jest inną „twarzą” miłości do Boga… Widzimy Ducha, który jest jeden w swoich rozmaitych działaniach, ale jest jeden, bo za każdym razem każdy z tych Jego darów jest po prostu przejawem Miłości, którą On jest. Duch jest w Bogu osobową Miłością. To taka podstawowa myśl, ale bardzo ważna. Bardzo prosta, ale bardzo ważna myśl: Co nami kieruje? Gdzie jest nasza motywacja? Ile w nas jest serca w relacji z Bogiem, w relacji z ludźmi, w odniesieniu do Kościoła? Ile tam jest serca?

Ewangelia - bardzo piękna w zapisie Markowym. Jest jedna – myślę, że ważna – różnica w zapisie św. Marka w stosunku do zapisu św. Mateusza. Mianowicie, u św. Mateusza też Jezus, kiedy wysiada na brzeg razem uczniami na miejscu, które miało być puste, a okazało się, że… (bardziej pustego miejsca nie można sobie wyobrazić), reakcja Jezusa u św. Mateusza jest taka, że „uzdrowił ich chorych” (Mt 14, 14). Widział, że są jak owce bez pasterza i uzdrowił ich chorych. Ulitował się i uzdrowił ich chorych. A u św. Marka reakcją Jezusa na widok ludzi jakoś pogubionych, ludzi bez jakiegoś „dyszla” – Izrael bez pasterza to Izrael rozproszony. Pasterz jest tym, który gromadzi, zbiera. Gdy Izrael jest bez pasterza, każdy [udaje się] do swego namiotu, a więc następuje rozproszenie. Każdy do swego namiotu. Pasterz jest tym, który zbiera, gromadzi –, jest nauczanie. U św. Marka jest to wyczucie, że pierwszą funkcją pasterską jest nauczać i to nauczać o wielu sprawach. Tam jest po prostu, że „wiele ich nauczał” (zob. Mk 6, 34). Jak zaczął mówić, to mówił. Nie chodzi może o to, że był „gadatliwy”, tylko o to, że zastawił stół słowa obficie. To jest wyczucie, że tym, czego potrzebują ci ludzie, jest obficie zastawiony stół słowa.

Dobrze jest zestawić te dwa teksty ze sobą, bo dzięki temu znowu odkrywamy zasadę działania Ducha Świętego. I to taką zasadę, którą trzeba mocno dzisiaj w Kościele podkreślić, także w Kościele w Polsce. Raz po raz ludzie pytają o rozeznanie rozmaitych wydarzeń, zjawisk w Kościele, działań…, co jest z Ducha Świętego, a co nie? Tam, gdzieś Duch „podobno” działa z mocą, bo się dzieją takie cuda, takie uzdrowienia. Mogą być rozmaite kryteria, ale pierwszym pytaniem, jakie trzeba postawić wtedy, kiedy chcemy rozeznać, jest pytanie, czy te znaki i uzdrowienia, czy te cuda i wyjątkowości, dzieją się w kontekście rzeczywistej ewangelizacji czy nie. Czy tam jest głoszony kerygmat czy go nie ma? Bo myślenie i działanie Ducha jest takie, że Pan znakami towarzyszy słowu, które jest przepowiadane. Słowo jest pierwszym darem Chrystusa, Dobrego Pasterza! Wiara rodzi się z tego, co się słyszy (Rz 10, 17)! Jest ogłoszone słowo! Jest kerygmat! I kerygmat jest wydarzeniem, dlatego też temu słowu towarzyszą znaki, wtedy kiedy Pan chce! To jest zasada działania Ducha, a po naszej stronie to jest zasada rozeznawania. Jeśli dzieją się rozmaite nadzwyczajności, ale bez tego kontekstu przepowiadania, bo nie ma głoszonego Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, a są jedynie jakieś „hokus pokus”, to dajcie spokój! „Zaczął ich wiele nauczać” – to jest to, co ich gromadzi i co budzi wiarę, a tej wierze towarzyszą też znaki. Teoretycznie nic w tym słowie nie było o Duchu Świętym, a jednak całkiem dużo było o Nim! Amen.

abp Grzegorz Ryś

---------------------------------------------------------------------

Odniosłeś sukces. Zbuduj czym prędzej pustelnię!
homilia – 5. niedziela zwykła (rok B), 4 lutego 2018 r.
Hi 7, 1-4.6-7; Ps 147A, 1b-6; 1 Kor 9, 16-19.22-23; Mk 1, 29-39

Dostajemy Ewangelię na rozesłanie; słowo ostatnie, które jest równocześnie słowem pierwszym na czas, który się rozpoczyna. Tu jest wiele pięknych myśli. Pierwsza jest ta, że działanie Boga nie jest ograniczone do miejsc i czasów świętych. Jezus wyszedł z synagogi, gdzie egzorcyzmował człowieka opętanego, a to się działo w szabat; więc i miejsce jest miejscem Bożym, i szabat to czas działania Boga, dlatego człowiek powstrzymuje się od działania, żeby Bóg mógł mocno zadziałać w jego życiu. Więc w miejscu i w czasie świętym Jezus dokonał mocnego znaku. Pan Bóg przez Niego działał. Ale teraz wyszedł z synagogi i jest w domu, w samym środku życia rodzinnego Piotra i jego najbliższej rodziny, i Andrzeja. Kto tam był, to wie, że dom był duży, bo wiele pozostało W Kafarnaum… Akurat ten poziom miasta z czasów Jezusowych jest odkopany, więc ten dom Szymona i Andrzeja to był bardzo duży dom, dom rodzinny. Jezus teraz jest nie w synagodze, ale w domu rodzinnym; i właśnie nie w szabat. Św. Marek nie bez powodu zauważa: „z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło” (Mk 1, 32), a więc szabat się skończył. Zaczyna się zwykły czas, zwykły tydzień, pełen różnych zajęć i prac. I Jezus właśnie w tym czasie zwykłym, szarym, codziennym, dokonuje cudów większych. W synagodze był jeden znak wobec konkretnego człowieka, a tutaj to działanie Boże się potęguje. Jezus uzdrawia „wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów” wyrzuca (Mk 1, 34). Myślę, że to jest ważne, zawsze na zakończenie takich momentów, jak ten, który przeżywaliśmy. Wszyscy to czujemy, że byliśmy w obszarze szczególnego „rażenia” Bożego: miejsce święte, czas święty… Co będzie jutro? To dopiero zobaczycie, co On potrafi robić w tej kuchni! To jest ważne, byśmy nie zamykali Boga do określonych przestrzeni i czasu, które są takie Jego, wyłączne. To jest takie proste, żeby dokonać takiego podziału: tu jest czas i przestrzeń Boża, a tu jest moja, czyli nie Boża; i tutaj nie działa. Uuu…, tu dopiero może działać! Może to jest tak, że w tej przestrzeni trzeba zobaczyć swoją biedę i opowiedzieć o niej Jezusowi. Tak, jak to się dzieje, kiedy przychodzą do domu.

Druga rzecz, która jest bardzo… Chcę się nią podzielić, bo ona we mnie mocno pracuje. Tym bardziej, że ciągle czytamy Ewangelię wg św. Marka. W dni powszednie jesteśmy w szóstym rozdziale, a w niedziele – pod koniec pierwszego. Tak Kościół „serwuje” nam Ewangelię wg św. Marka na okrągło. I ciągle wraca ten motyw, że Jezus zakazuje złym duchom o Nim mówić, „ponieważ Go znają” (por. Mk 1, 34). Znają prawdę. Wiedzą, kim jest. A On im zakazuje mówić. Dlaczego? Mnie to fascynowało i ciągle wraca do mnie to pytanie. Jak zły duch może powiedzieć prawdę, jakąkolwiek prawdę, a w szczególności prawdę o Jezusie. Zły duch kłamie; z definicji kłamie. Przecież to podstawowa zasada: „nie gadaj ze złym duchem, a już na pewno go nie słuchaj, bo zawsze cię cygani!”. Ta zasada jest też tu. Złe duchy mówią, że Jezus jest Synem Bożym, ale kłamią, dlatego, że mówią: „przyszedłeś nas zgubić”. To jest to, co zły duch podpowiada człowiekowi, który jest pod jego wpływem: „uważaj na Niego, bo On chce twojej zguby!”. Nie wystarczy wiedzieć, że Jezus jest Synem Boga, tylko trzeba jeszcze wiedzieć, kim jest Bóg, kim jest Bóg i jaki jest Bóg. Nie jest tym, który gubi! Nie jest tym, który niszczy! Nie jest tym, który przychodzi zabijać! Nie jest tym, który przychodzi nas okradać czy odbierać cokolwiek! To jest właśnie to, od czego żeśmy gdzieś tam nawet zaczynali, co to jest wiara? Wiara nie jest tym, że wiem, że Bóg istnieje. Wiara to nie jest nawet to, że wiem, że Bóg jest w Jezusie Chrystusie, że Bóg jest! To nie jest wiara! Wiara to jest coś znacznie więcej! To jest właśnie to, że ufam Mu i chcę do Niego przylgnąć, że czuję się do Niego przyciągany, a nie odrzucany („przyszedłeś, żeby nas zgubić!”, „najlepiej, żeby cię tu nie było!”). Co z tego, że wiesz, że On jest Bogiem? Dokąd nie wiem, że On jest Tym, który przychodzi z Dobrą Nowiną, z wyzwoleniem, ze zbawieniem, nic o Nim nie wiem i nie powinienem się w ogóle odzywać. Wtedy On mówi: „Milcz! Milcz!”. To nie jest tak, że tu chodzi o sam sekret mesjański, że jeszcze nie jest czas. Jezus zabrania im mówić, bo oni kłamią. Nawet gdy mówią, że jest Synem Boga, bo nie rozumieją tego, co mówią: kim jest Bóg, kim jest Jezus Chrystus, Jego Syn i co wnosi w moje życie.

Potem jest taki ważny moment. Właściwie ta dzisiejsza Ewangelia poskładana jest z takich trzech odrębnych epizodów, które następują jeden po drugim, więc jakoś się łączą ze sobą, ale to nie jest tak, że tu jest jakaś jedna myśl idąca przez te trzy fragmenty. Myślę, że bardzo ważny jest moment Jezusowej modlitwy wcześnie rano. „Kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne…” (Mk 1, 35). Dwa praktyczne obrazy mi się nasuwają. Pierwszy z doświadczenia spowiednika. Nieraz ludzie pytają o to, że szukają czasu na modlitwę. Jeśli ktoś mi mówi, że szuka czasu na modlitwę, a żyje w świecie, np. jest ojcem i ma czwórkę dzieci, z których najmłodsze budzi się w dowolnym czasie i robi w domu „sajgon”; albo inaczej, nie jest to ojciec ani matka, ale ktoś, kto w ogóle odczytał swoje życie jako życie, które ma się realizować w świecie, więc ma czas wypełniony gęsto i coraz gęściej. I taki ktoś się spowiada i mówi: „nie mam czasu na modlitwę”, to zawsze mówię: „nastaw sobie budzik godzinę wcześniej!”. Wzrok [takiego człowieka] jest bezcenny. Wzrok, jaki się dostaje w odpowiedzi, jest bezcenny, i to przerażenie. Moja babcia zawsze miała ustawiony budzik pół godziny do przodu tak, że ona miała na budziku już jedenastą, a było dopiero wpół do… Dzięki temu nigdy się do kościoła nie spóźniła. Rewelacja! Zawsze cała rodzina przychodziła do domu i mówiła: „Babciu, może byś przesunęła ten zegarek”. „Nie, dziecko! Nie!”. Ale to znaczy, że jest coś ważnego, co ci ten czas normuje. Dlatego musisz wstać godzinę wcześniej, bo potem nie masz władzy nad czasem. Jak żyjesz w świecie, dajesz ludziom prawo do siebie. Chciałeś coś przygotować, ale właśnie ktoś przyszedł… Dobrze; przyszedł, bo ma prawo przyjść. Co mogłeś zrobić? Mogłeś godzinę wcześniej wstać, aleś nie wstał i teraz masz już „posprzątane”. Mówiliśmy o rozeznaniu, co do siebie, co do swojego miejsca w Kościele, gdzie mnie Pan Bóg stawia, do czego Duch Święty mnie wyposaża… Jeśli człowiek odczytał wezwanie, że ma żyć w świecie, to znaczy, że nie jest kamedułą. Może by było i fajnie! Ale jeśli cię Pan Jezus wybrał do świata, to teraz uważaj na marzenia o kamedulstwie, bo może przed czymś wiejesz, może od czegoś uciekasz, bo już ci się „przejadło” to miejsce w świecie. I teraz pojawia się tęsknota: jak nie kameduli, to benedyktyni, też mają fajnie. Wszystko na dzwonek, zarezerwowane… Tu masz półtorej godziny, tam masz godzinę… A gdy żyjesz w świecie, tego nie masz. Co możesz zrobić? Wstań godzinę wcześniej! To jedyny czas, który jest twój. Nikt ci w to nie wejdziecie, nawet ten maluch, który jeszcze śpi na szczęście, ale za godzinę wstanie. Mówię o maluchach do konsekrowanych… Widzę, że coraz lepiej ze mną jest! Niemniej wiecie, że to może i dobrze. Bo nam się wszystkim wydaje, że ci w rodzinach to mają łatwiej. To się zamień! To się zamień!

Ale jest też drugi obraz. On mi dzisiaj od rana towarzyszył. Niedaleko Taizé jest Cluny, a trzydzieści kilometrów od Cluny jest taka kaplica, którą opaci z Cluny postawili sobie jako pustelnię; nazywa się Berzé-la-Ville. Stawiali tę pustelnię wtedy, kiedy Cluny rosło w liczbę. Zaczynali spokojniutko; „spokojniutko”, to znaczy od setki mnichów. A potem, co dziesięć lat: było dwieście, trzysta, czterysta, a potem klasztory-córki po całej Europie i opat w Cluny zobaczył, że ma „całe miasto u drzwi”. Taki sukces, przełożony na takie liczby, że… A potem poszło dalej: papieże, którzy się wywodzili z mnichów kluniackich, biskupi, pisarze, teologowie; właściwie cały Kościół był „kluniacki”. Sukces. Co możesz zrobić, jak masz taki sukces? Zbuduj czym prędzej pustelnię! Tu się niektórzy pytali o sens życia pustelniczego. Zbuduj pustelnię i wynoś się do tej pustelni, a potem… wracaj! Ale musisz mieć miejsce, gdzie uciekasz od tego sukcesu! Uciekasz, żeby być sam na sam z Bogiem i przeczytać to, co się dzieje. Przeczytać to, co się dzieje i nie zwariować od tego, co się dzieje. Zwłaszcza chodzi o to, żeby się nie dać ogłupić liczbom w takim kluczu: „po owocach ich poznacie”, „popatrzcie, jakie owoce!”, „Krzysiu, sto osiemdziesiąt osób masz! Ale owoc!”. Krzysiu, ty sobie zrób pustelnię! I ja sobie też zrobię pustelnię! Zawsze mnie fascynowała ta mądrość opatów kluniackich. W momencie, w którym byli na szczycie tego rozwoju, kiedy liczby poszły w tysiące, zbudowali pustelnię. Pustelnia. Pustelnia, bo musisz stanąć przed Jezusem i zadać Mu pytanie, po co jesteś, czego On chce, do czego jesteś posłany, do czego jesteś posłany… To jest pytanie, które sobie zadaje Jezus po wieczorze niebywałego sukcesu. I Piotr to zapamiętał. Wiadomo, Marek to napisał, więc to jest od Piotra, że to Piotr poszedł Go szukać rano. Jeśli weźmiecie wersję Łukaszową, równoległą, to tam jest napisane, że te same tłumy, które wieczorem szły do Jezusa, te same tłumy rano Go szukały. Ale w wersji Markowej nie ma o tym, że szukają Go tłumy, ale Piotr i jego towarzysze. Pierwociny Kościoła, ci najbliżsi, już się dali wciągnąć… Jezus się nie daje wciągnąć, to znaczy, On wie, że ostatecznie musi to wszystko, co się dzieje, rozeznać na modlitwie przed Ojcem. Ta modlitwa Mu przypomina, na co został posłany, na co wyszedł. Na co wyszedł? Dla kerygmatu! Dla kerygmatu! Odnajduje na tej modlitwie, to, co jest fundamentalne, co jest podstawowe. „Mam przepowiadać, na to wyszedłem” (por. Mk 1, 38). On idzie, a oni wszyscy mają doświadczenie, idąc z Nim, że Jego słowo przepowiadania, słowo kerygmatu, jest słowem, które egzorcyzmuje, które wypędza złe duchy. Mocne słowo, fundamentalne, podstawowe. „Na to wyszedłem” (Mk 1, 38). Jest istotne, by mieć te momenty, kiedy przed Bogiem rozeznaję swoją misję, nie tylko z samych wydarzeń. Może być tak, że się pomylę, nawet co do samych owoców, bo wydaje mi się, że są wielkie. Odejdź na chwilę na bok! Spotkaj się z Bogiem jeden do jeden! I niech ci przypomni, do czego się posłał, do czego cię posłał. Bo człowiek może się pogubić w swojej misji, chyba że ma te istotne momenty spotkania z Bogiem sam na sam. Bardzo konkretne jest to słowo, myślę. Jak byśmy się chcieli spytać: „Panie Jezu, masz nam coś do powiedzenia na drogę?”, to On mówi: „Macie!”. Takie może nawet trochę niepoukładane to słowo do końca, ale dla każdego coś dobrego.

abp Grzegorz Ryś

---------------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------
* w tekstach homilii abpa G. Rysia 
spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego
-----------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl