O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Jak żyć Słowem Bożym na co dzień? 25-27 stycznia 2019 - homil ...


Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
25-27 stycznia 2019

 

W dniach 25-27 stycznia 2019 r. odbyła się sesja Szkoły Modlitwy Słowem Bożym „Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?”. Prowadził ją Krzysztof Wons SDS - dyrektor CFD w Krakowie, autor wielu publikacji w nurcie lectio divina. Dzielimy nagraniami/tekstami homilii wygłoszonych w czasie tego spotkania. Dziękujemy za modlitwę w intencji prowadzącego i uczestników.

info o sesji >>>.

NAGRANIA >>>.

KSIĄŻKA >>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------

 

Szaweł z Tarsu i my… Ciągle potrzebujemy nawrócenia
homilia – święto nawrócenia św. Pawła, 25 stycznia 2019
Dz 22, 3-16 [Dz 9, 1-22]; Ps 117, 1-2; Mk 16, 15-18

NAGRANIE HOMILII Z 25 STYCZNIA 2019
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Zastanawiałem się, po co Szawłowi z Tarsu nawrócenie. Przecież to był człowiek głęboko wierzący, starannie wykształcony w słynnej szkole Gamaliela faryzeusz, który z niezwykłą troską starał się wypełniać przepisy Starego Prawa. Jak sam mówił, w trosce o judaizm przewyższał wielu swoich rówieśników (Ga 1, 14). Jednak jego serce potrzebowało nawrócenia, bo jak mówi Pan Jezus młodego wina nie wlewa się do starych bukłaków (Mk 2, 21). Wina Ewangelii te bukłaki, choć może są w stanie pomieścić, nie są w stanie utrzymać, bo po prostu się rozerwą. Paweł potrzebował stać się „nowym bukłakiem”, który będzie mógł przyjąć „młode wino” Chrystusowej Ewangelii, Chrystusowej nauki; i przyjął je. Tego cudu, cudu przemiany jego serca, dokonał Pan. Paweł pozwolił, aby Pan wypełnił jego serce tym ewangelicznym winem, którym później będzie dzielił się z innymi, czyniąc to z wielką hojnością i zapałem. Sam żyjąc Chrystusową Ewangelią, ten, który wcześniej prześladował Jezusa, stanie się Jego gorliwym naśladowcą. U kresu swego życia będzie mówił: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20).

Tam, pod Damaszkiem, nasz bohater, Szaweł, stracił wzrok, kiedy olśniła go jasność Chrystusa Zmartwychwstałego. Ten, który dyszał grozą, który szukał uczniów Pańskich, aby ich więzić, nagle, po spotkaniu ze Zmartwychwstałym, kiedy stracił wzrok, stał się bezradny i bezbronny, stracił orientację. Czytamy, że do Damaszku wprowadzili go jego towarzysze podróży, trzymając go za ręce. Tak trzyma się za ręce dziecko. Ale przecież w Ewangelii Jezus wyraźnie mówi: „jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Tam Paweł czy jeszcze wtedy Szaweł zrozumiał, że tego Królestwa nie zdobywa się ogniem i mieczem. To Królestwo przyjmuje się w darze od Jezusa. Z tym Królem, jakim jest Jezus, się nie walczy, a jeśli się walczy, to po Jego stronie; temu Królowi się służy. Pod Damaszkiem Jezus zwyciężył Szawła. Paradoksalnie, dla Szawła ta porażka była życiowym zwycięstwem. Od tej pory stanął po stronie Jezusa. Będzie walczył za swego Króla i Jego królestwo, ale nie mieczem i nie przemocą, ale mocą słowa Bożego i Bożej miłości.

To już tam, w Damaszku, słyszymy, że kiedy przyszedł do niego Ananiasz i położył na nim ręce, Szaweł został napełniony Duchem Świętym. Duch Święty i Jego moc jest potrzebny wszystkim świadkom Jezusa, bo przecież uczniowie Jezusa nie wyszli z wieczernika na zewnątrz, dopóki nie zostali napełnieni mocą z wysoka. Sam Pan mówił im: „kiedy zostaniecie napełnieni tą mocą, będziecie moimi świadkami” (por. Dz 1, 8). I oto Szaweł, który odzyskał wzrok i został napełniony mocą Ducha Świętego, będzie mógł głosić Jezusa Zmartwychwstałego. Sam napisze w jednym ze swoich listów, że „bez pomocy Ducha Świętego nikt nie może powiedzieć: ‘Panem jest Jezus’” (1 Kor 12, 3), a co dopiero, potwierdzić to swoim życiem, swoimi słowami, czynami, swoją życiową chrześcijańską codziennością. A potem następuje znak nowego obrzezania, następuje chrzest. Szaweł zostaje włączony do wspólnoty uczniów Jezusa Chrystusa, do wspólnoty Nowego Izraela. A potem jeszcze kilka dni na okrzepnięcie i był gotowy, aby podjąć wielkie dzieło ewangelizacji. Jak czytamy, zaczął głosić, że Jezus jest Mesjaszem.

Ten, który przybył do Damaszku, aby pochwycić i więzić uczniów Chrystusa, od tego momentu tych uczniów dla Jezusa będzie pozyskiwał. Swoją misję rozpocznie w Damaszku, a zakończy ją kiedyś w Rzymie, wcześniej przemierzając tereny ówczesnej Europy, ówczesnego Imperium Rzymskiego. Czego my możemy nauczyć się od tego, który spotkał Zmartwychwstałego, który przemienił jego serce pozyskując go dla swojej sprawy, sprawy Ewangelii? Chcemy sobie uświadomić, że niezależnie od tego, na jakim jesteśmy poziomie życia duchowego ciągle potrzebujemy nawrócenia, potrzebujemy głębokiej wewnętrznej metanoi. Zawsze coś światowego, - światowego, czyli niezgodnego z Chrystusową Ewangelią -, zakradnie się do naszego myślenia, próbuje kształtować nasze czyny i nasze życie. Po to jest nawrócenie, aby to dostrzec i powiedzieć temu „nie”, i odwołując się do mocy Ewangelii podjąć próbę przemiany i zmiany tych postaw, tych słów i tego myślenia.

Przykład apostoła Pawła, nawróconego, przypomina nam też, że Jezus raduje się, kiedy Go naśladujemy, ale smuci się, kiedy Go prześladujemy. Jednak chyba najbardziej jest smutny wtedy, kiedy jest dla nas obojętny, kiedy nie okazujemy Mu żadnego zainteresowania, kiedy staje się dla nas jednym z wielu bóstw w naszym życiowym Panteonie. I dlatego chcemy się także i temu przyjrzeć. On jest Mesjaszem! On jest Bogiem jedynym! Chcemy zrobić wszystko, aby w naszym sercu nigdy wobec Jego Osoby nie zapanowała obojętność czy brak zaangażowania. Od nawróconego Szawła, od apostoła Pawła, chcemy uczyć się gorliwości w naśladowaniu Jezusa.

Historia nawrócenia Szawła przypomina nam też i zaprasza nas, byśmy codziennie gorliwie współpracowali z Duchem Świętym. I my też nie jesteśmy w stanie bez Jego pomocy powiedzieć z głębi serca: „Panem jest Jezus! Moim Panem jest Jezus!”. Bez Ducha Świętego głoszenie Ewangelii może stać się propagandą, zamiast głoszeniem Dobrej Nowiny. Nie po to zostaliśmy bierzmowani, aby zostało to tylko odnotowane w księgach parafialnych, ale po to, aby ta żywa pieczęć Ducha Świętego nas wypełniała i abyśmy podejmując współpracę z Duchem Świętym dawali czytelne i jasne świadectwo naszej przynależności do Jezusa.

Szaweł miał więzić uczniów Jezusa, a później ich pozyskiwał. Kiedyś był taki dzień, kiedy Jezus pozyskał nas. Staliśmy się Jego uczniami. Trzeba nam się zatroszczyć i zadbać, byśmy byli dobrymi uczniami, gorliwymi uczniami, którzy nieustannie poznają swojego Mistrza, pogłębiają z Nim swoją relację i naśladują Go jak najpełniej potrafią. Jak w tym ma nam pomóc ta sesja, - ten czas, który rozpoczynamy -, sesja zatytułowana: „Jak żyć słowem Bożym na co dzień?”. Myślałem sobie, po co to „jak?”. Czy nie wystarczyłoby napisać: „żyć słowem Bożym na co dzień”? To słowo „jak?” jest bardzo ważne, istotne. To „jak?” przypomina, że słowem Bożym nie wystarczy żyć „ot, tak”, spontanicznie, od czasu do czasu, jak nam się przypomni. Życie słowem Bożym wymaga pewnej wewnętrznej dyscypliny, wymaga - użyjmy tego słowa - „pewnej metody”. Jesteśmy tutaj po to, aby sobie to przypomnieć, a może nawet tego się nauczyć. My nie chcemy słowem Bożym się przejadać, ale chcemy słowem Bożym nasycać nasze serce, chcemy Nim nasycać nasze życie. A jednocześnie chcemy ciągle czuć głód tego słowa, byśmy nigdy tym słowem nie przestali się nasycać, na nie się otwierać, nim żyć. Niech to będzie piękny czas wzrastania, czas spotkania z Tym, który do nas mówi swoim słowem pełnym miłości; który chce, abyśmy na to słowo otworzyli nasze serca, a nie tylko nasze uszy; który pragnie, abyśmy Go słuchali nie tylko w czasie tych trzech dni, ale właśnie tak, jak jest w tytule tej sesji, czyli „na co dzień”. To On przecież nam przypomina, że nie samym chlebem czy innymi troskami żyje człowiek, ale słowem Bożym, którem pochodzi z ust Pana.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

 

On, cichy Baranek, jest naszym Pokojem!
homilia – wspomnienie świętych Tymoteusza i Tytusa, 26 stycznia 2019
Tt 1, 1-5; Ps 96, 1-3.7-8a.10; Łk 10, 1-9

NAGRANIE HOMILII Z 26 STYCZNIA 2019
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Kiedy bierzemy do ręki Pismo Święte, chcemy je czytać i rozważać, to może być tak, że mamy swój plan na to rozważanie. Ja też miałem plan na to rozważanie i tę homilię, dlatego postanowiłem wybrać fragment z listu do Tytusa, ponieważ można było też przeczytać fragment z listu do Tymoteusza. Ale cała przygoda polega na tym, że Pan Bóg też może mieć plan na to rozważanie… i „zepsuł” mi cały mój plan. Dziś w Ewangelii przyciągnęło moją uwagę słowo „pokój”, które zresztą słyszymy również w pierwszych wersetach listu do Tytusa. Paweł pisze: „Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Zbawiciela naszego”. Paweł pozdrawia adresata listu, pozdrawia Tytusa, podobnym pozdrowieniem, jak w innych listach, ale… Czy my słyszymy w ogóle te Pawłowe pozdrowienia? Czy nie jest czasem tak, że traktujemy te zwroty, jak zwroty grzecznościowe, podczas gdy zawierają one sedno Ewangelii? „Pokój wam” albo „umiłowani”.

Jezus poleca uczniom: „Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was”. Misja uczniów Jezusa, - można by ją tak scharakteryzować -, to misja niesienia pokoju, który pochodzi od Boga. Uczeń Jezusa to jest ktoś, kto przyjął pokój Boży, niesie go w sobie, a portem dzieli się tym pokojem z innymi i doświadcza tego pokoju Bożego również w chwilach trudnych, w chwilach tzw. porażek wychowawczych bądź duszpasterskich, kiedy ci, do których przychodzimy ,tego pokoju przyjąć nie chcą. Jeśli przypomnimy sobie słowa, którymi Paweł podzielił się kiedyś z chrześcijanami z Efezu, misja uczniów Jezusa nabiera głębszego sensu. Bo apostoł pisze do Efezjan, że to Jezus „jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość” (Ef 2, 14). On, Ukrzyżowany, który wziął na siebie tę rozdzierającą nas wrogość, ta rozdzierają wrogość odebrała Jemu życie, ale dzięki temu, że zmartwychwstał, On nas scalił, zjednoczył. Misja ucznia Jezusa nie polega więc jedynie na niesieniu jakiegoś pokoju, ale polega na niesieniu Tego, który jest Pokojem. Misja ucznia Jezusa nie polega jedynie na głoszeniu jakichś prawd o Bogu, ale na przeżywaniu codzienności razem z Tym, który jest Prawdą. Misja ucznia Jezusa nie polega na ukazywaniu jedynie jakichś dróg do Boga albo na uczeniu jakichś metod, które pomogą spotkać się z Bogiem, skądinąd czasem pomocnych, ale życie i misja ucznia Jezusa polega na utożsamieniu się z Jezusem, który jest Drogą. Potrzebujemy relacji z Jezusem, który jest Drogą, Prawdą i Życiem (J 14, 6), z Jezusem, który jest Pokojem, z Jezusem Ukrzyżowanym, który nas scala. A jest co scalać… i to nie tylko w tych, do których jesteśmy posłani jest co scalać, ale w nas samych jest co scalać.

Żeby się spotkać z tym, że pokoju potrzebuje nie tylko ten, do którego uczeń Jezusa przychodzi, ale którego potrzebuje sam uczeń, przychodzi mi z pomocą drugie poruszenie z lektury dzisiejszej Ewangelii: „Oto posyłam was jak owce między wilki” (Łk 10, 3). Taki sam nakaz znajdujemy też w Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 10, 16), jednak tekst Łukaszowy ma coś szczególnego. W języku polskim te teksty się nie różnią, ale w oryginale się różnią. Bo w oryginale u św. Łukasza jest słowo „barany” (gr. „aren” - baran). To ładnie (!) brzmi: „Posyłam was jak barany między wilki”. W Apokalipsie pojawi się słowo „Baranek” (gr. „arnion” – Baranek), które jest zdrobnieniem od tego „baran”. To słowo z Apokalipsy mówi o Jezusie. Ten Baranek i nikt poza Nim, może wziąć Księgę i otworzyć jej pieczęcie. On, który został zabity! On, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały! On, który nabył Bogu własną swoją krwią ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu (Ap 5, 6-9). Jezus Chrystus jest kluczem do całej Biblii. On może nam otworzyć Biblię i tylko On może nam ją odczytać. Ale nie tylko. On, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały, jest też kluczem do zrozumienia naszego życia. Bez Jezusa, zabitego i zmartwychwstałego Baranka, grozi nam, - ośmielę się powiedzieć -, naiwna, a wręcz bajkowa interpretacja tego zdania: „posyłam was jak owce między wilki”. I będziecie żyć długo i szczęśliwie, i nic się wam nie stanie, bo przecież Ja was posłałem. Dopiero wspomnienie o Jezusie, który jest Ukrzyżowany i Zmartwychwstały, stawia nas wobec misterium, które jest w tym zdaniu. I wtedy może się we mnie i w tobie pojawiać niepokój. Z „czułością” wspominam ubiegłoroczne moje rekolekcje, które odprawiałem w górach. Poszedłem na halę i przeżyłem bliskie spotkanie z pięcioma psami pasterskimi. Wtedy zrozumiałem, co to znaczy być owcą między wilkami. Stałem jak kamień w miejscu i modliłem się, żeby baca jak najszybciej przyszedł. On niby wołał: „Pan się nie boi, nic nie zrobią”. „Dziękuję bardzo”. Pan Jezus mówi: „Posyłam cię w ten świat, w realny świat, a nie w żaden bajkowy”. I wtedy pojawia się w tobie niepokój…

I drugi obraz z Apokalipsy, bo słowo „Baranek” nie dawało mi spokoju. Tam o stu czterdziestu tysiącach „wykupionych z ziemi”, którzy śpiewają pieśń nową, mówi się, że to „ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie” i w których ustach nie znaleziono kłamstwa (Ap 14, 3-5). Zobaczcie, jak piękna charakterystyka ludzi, którzy cieszą się chwałą nieba. „Ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek On idzie”. I teraz wróćmy do tego: „posyłam was jak owce między wilki”. Może nie przypadkowo nieco wcześniej w swojej Ewangelii św. Łukasz opowiedział historię dwóch uczniów, Jakuba i Jana, posłanych do miasteczka samarytańskiego, żeby przygotować Jezusowi pobyt (Łk 9, 51-56). Te dwie „owce”, ci dwaj uświadomili sobie i przeżyli w relacji z Jezusem, że jeszcze jest w nich wiele „wilczych” odruchów. W chwili sprzeciwu i odrzucenia, jakiego doznali, w chwili porażki duszpasterskiej, porażki wychowawczej, spod skóry owcy wyszedł drapieżny wilk. Szczęście polegało na tym, że Jan i Jakub nie zrobili tego, co mieli pomysł zrobić, tylko z tym, co jest takie drapieżne przyszli do Pana Jezusa. Te dwa „barany” jeszcze nie stały się jak cichy Baranek. Ale jeśli Pan Jezus wysłał ich do tego miasteczka, uczynił to również w trosce o nich, bo On chciałby ich również, nie tylko Samarytan, przemieniać. I teraz ma szansę to robić, ponieważ oni z tym, co jest w nich do przemienienia przyszli do Niego. I to jest nasza modlitwa Słowem, ze spotkanie z Ewangelią, ale spotkanie, które się dzieje w twoim realnym życiu, wyzwala z ciebie to, co zupełnie nieewangeliczne i jeśli z tym przychodzisz do Jezusa, On może to przemienić w to, co ewangeliczne. Z barana, - by już nie powiedzieć, że z wilka -, może zrobić cichego baranka. Jan i Jakub mają odruchy wilków. Przypomnijmy sobie, - i może nie potrzebujemy szczególnie wysilać pamięci -, ile w nas w różnych trudnych sytuacjach jest takich odruchów, postaw, zwyczajów z tego świata; ile w nas jest takich metod „wilczych”, gdyby je tak określić.

Jak bardzo potrzebujemy Baranka bez skazy! My, my… uczniowie Pana Jezusa! Nie ci (na razie), do których On nas posyła. Tamci też potrzebują Pana Jezusa, ale potrzebujemy Go najpierw my. Potrzebujemy naszą trudną codzienność przeżywać razem z Jezusem, to znaczy potrzebujemy przychodzić do Jezusa, Baranka bez skazy, z naszymi „baranimi” czy z naszymi „wilczymi” odruchami. Bo czasem, - weźmy dwa przykłady -, jak barany, organizujemy konfrontację, traktując spotkanie ewangelizacyjne albo spotkanie z człowiekiem, jak pojedynek z przeciwnikiem, „kto ma rację”. Tymczasem Bóg, który nas posyła do innego człowieka, jest przyjacielem tego człowieka. Ten człowiek nie jest dla Pana Boga przeciwnikiem. Jest dzieckiem, które czasem się strasznie pogubiło. Zachowuje się czasem, jak nieprzyjaciel Boga, ale nadal jest Jego dzieckiem. A ja go traktuję jak przeciwnika, i konfrontacja, i ja muszę jeszcze w tej konfrontacji wygrać, oczywiście. Albo, czasem posługujemy się takimi „wilczymi” metodami: osaczamy stado albo jednostki najsłabsze oddzielamy, żeby osaczyć i…pożreć. Celem Jezusa nie jest pożeranie owiec, nie jest zabijanie owiec, ale dawanie owcom życia za cenę utraty swojego życia. Teraz się pojawia lęk we mnie. Ja mam oddać moje życie, żeby tamten miał życie? Pojawia się we mnie lęk, niepokój… Takie proste jest oddawanie życia…!?

Stosunkowo łatwo jest ubrać na siebie skórę owcy, przyjąć jakieś zewnętrzne „pobożne” zachowania. Ale bardzo trudno jest przemienić wnętrze. Trudno jest przemienić takie „baranie” czy „wilcze” odruchy, trudno jest przemienić nasze wewnętrzne postawy. Albo czasem marzymy o tym, by Jezus przemienił je w nas tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bez naszego udziału, żebyśmy nie musieli się z tym „mordować”. Tymczasem cud przemiany może stać się naszym udziałem, ale czasem w taki sposób, jak to było z Janem i Jakubem w Samarii. To znaczy, piękne bądź trudne sytuacje codzienności, w którą Jezus nas posyła, będą pomagały w ujawnieniu tego, co ewangeliczne i nieewangeliczne w nas, w naszym wnętrzu. Jezus po to nas w codzienność posyła, żaby wyszło z nas to, co jest w środku: i całe dobro, które jest w środku, i równocześnie to, co jeszcze jest do przemiany. Jeśli świadomi tego, co się wydobywa, przyjdziemy z tym do Jezusa, nazwiemy po imieniu te nasze odruchy, Jezus może nam wtedy pomóc je opanowywać, ponieważ On jest Panem. Ta cudowna przemiana nastąpi nie bez naszego udziału, ale nastąpi z naszym świadomym udziałem. To znaczy, że ja przeżyję w sobie świadomie to, że po grzechu pierworodnym mam w sobie „wilcze” odruchy i wcale nie jestem jeszcze owieczką. I że czasem przemiana nie dokonuje się, tak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Dzisiejsza Ewangelia uświadamia mi, że Bóg chce, aby drugi człowiek, nawet nie w pojedynkę, ale „po dwóch”, przygotował nas na spotkanie z Bogiem. „Wysłał ich po dwóch przed sobą (…), dokąd sam przyjść zamierzał”. Jezus, Baranek zabity i zmartwychwstały, czyta nam to słowo o owcach posłanych między wilki, ale czyta nam je nie w sposób bajkowy, tak jakby owcy od wilka nic nie groziło, ale czyta je w sposób realny. I pomaga nam zobaczyć, jak bardzo jeszcze potrzebujemy i Jego obecności, i Jego słowa; jak bardzo potrzebujemy być integralnie formowanymi przez Jezusa. Jak bardzo potrzebujemy codzienności, którą będziemy przeżywali razem z Jezusem, Barankiem bez Skazy, żeby nas przekonywały nie tylko Jego słowa, ale żeby nas przekonywał Jego przykład. To znaczy, że mogę patrzeć na Niego, jak zachowuje się On, Baranek bez skazy i trochę mi wstyd, że ciągle jeszcze jestem jak baran. Tak, potrzebujemy też Jego pokoju. My, których On chce posłać, byśmy nieśli innym pokój, a ile razy doświadczamy w sobie jakiegoś rozdrażnienia, zawziętości… Jezus jest naszym Pokojem, najpierw naszym! Zanim powie: „Pójdziesz tam i powiesz: Pokój temu domowi!”, On jest naszym Pokojem!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

 

Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi Boga
homilia - III niedziela zwykła (rok C), 27 stycznia 2019
Ne 8, 2-4a.5-6.8-10; Ps 19, 8-10.15; 1 Kor 12, 12-30; Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Wszyscy jesteśmy Teofilami. Wszyscy jesteśmy umiłowanymi Boga. Wszyscy jesteśmy, jak można również to piękne imię przetłumaczyć, przyjaciółmi Boga. Tylko umiłowany Boga, przyjaciel Boga może usłyszeć bicie Jego Serca. Wydaje się, że Łukaszowi, natchnionemu przez Ducha, bardzo zależy na tym, abyśmy nie tylko słyszeli słowa, które on skrzętnie spisuje od świadków, od tych, którzy słyszeli o Nim, którzy widzieli Go własnymi oczami, chociaż nie bezpośrednio, bo to już trzecie pokolenie, które Łukasz tworzy, po Jezusie. Ale od żywych świadków słyszymy słowo Boga. To znaczy, że Łukaszowi zależy na tym, żebyśmy słyszeli nie tylko słowo, ale bicie Serca Boga. Pierwsze pytanie, kiedy otwieram Biblię, to jest pytanie o moją relację z Bogiem. To jest pytanie o to, czy ja Go kocham; nie o to, czy rozumiem to, co czytam, ale o to, czy ja Go kocham. I czy On jest moim przyjacielem? I czy ja wierzę, że jestem umiłowanym Boga? Może się pojawić pytanie: „Skąd ta teza, że jestem Teofilem? Że to do mnie pod natchnieniem Ducha pisze Łukasz? Skąd ta teza, że jestem przyjacielem Boga? Może ktoś z obecnych w tej świątyni od razu by powiedział: „Chciałbym poczuć się przyjacielem Boga, ale tego nie czuję”. A może ktoś by powiedział: „Tak bardzo chciałbym uwierzyć w to, że jestem umiłowanym Boga, ale ciągle w to nie wierzę”. Skąd ta teza? I skąd ta pewność w związku z tym, że te słowa Duch Święty kieruje przez rękę Łukasza do mnie? Odpowiada Paweł. Przypomina nam o tym, o czym, myślę, niejednokrotnie zapominamy; o tym, co jest niezbitym dowodem na to, że jesteś przyjacielem Boga, że jesteś Jego umiłowanym. Bo pisze Paweł: „wszyscy w jednym duchu zostaliśmy ochrzczeni”, a dalej napisze językiem głębokiej teologii i używając poruszającego obrazu: „wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12, 13). Ojciec w dniu chrztu, patrząc na nas, zanurzanych w Jezusie, Jego Synu, mówił do nas: „Ty jesteś moje dziecko umiłowane, w tobie mam upodobanie!”. Cała tajemnica chrztu, mówiąc prosto, i jej wypełnienie się w naszym życiu, polega na tym, by te słowa w sobie słyszeć, by w nie wierzyć i nimi żyć. Bo to jest fakt! To się wydarzyło! Kiedy Ojciec widział, jak Syn zanurza mnie w sobie, w Jego życiu, śmierci i zmartwychwstaniu, wołał na mnie po imieniu: „Ty jesteś moje dziecko umiłowane! Ty jesteś Teofilem! Ty jesteś Moim przyjacielem”. Wtedy inaczej otwiera się Biblię, wtedy inaczej zaczyna się ją czytać, bo już nie czytam stronic, na których znajduję martwe litery, ale otwieram stronice, na który spotykam Ducha Ojca i Ducha Syna, tego Ducha, który tchnął w te stronice, tchnął miłość Ojca i Syna, a ja jestem w nich. Tymi słowami mnie niejako ogarnia i tuli do siebie, abym w każdym zdaniu Dobrej Nowiny, którą czytam, ciągle słyszał bicie Serca Boga i ciągle słyszał swoje imię: „jesteś Teofilem”. Wtedy inaczej otwiera się nasze serce, inaczej czytamy, inaczej słyszymy. Wtedy Miłość przywołuje miłość, Głębia przyzywa głębię…

Kiedy czytałem pierwsze czytanie, to z księgi Nehemiasza, w obrazie ludu zobaczyłem nas. Jakby Bóg chciał nam dzisiaj jeszcze raz opowiedzieć to, co w tych dniach się wydarzyło. Kiedy Ezdrasz przyniósł Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli mężczyźni, kobiety i wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać, czytał z tej księgi. Zawsze pytałem siebie, jak ten przeogromny tłum mógł słyszeć to, co czytał Ezdrasz. Ci pierwsi mogli słyszeć, ale ci dalej i ci ostatni… Co słyszeli? Słyszeli słowo czytane przez Ezdrasza. Bo słowo było tak czytane, że ci pierwsi, którzy usłyszeli, głośno powtarzali to, co słyszeli, tak że słyszeli następni. A następni głośno powtarzali to, co słyszeli, i słyszeli następni… I jeszcze wśród nich byli ci, którzy im tłumaczyli to, co słyszeli. Ale to jest dokładnie to, o czym pisze Łukasz w prologu swojej Ewangelii. Słowo żywe może być przekazane tylko przez żyjących. Żadna martwa litera nie przekaże żywego słowa Boga. To Jezus jest Słowem osobowym, Słowem żyjącym. To On nam przekazał słowo Ojca, a my zanurzeni w Nim przekazujemy dalej. Oto rodzice w czasie chrztu, oto chrzestni w czasie chrztu, oto ci wszyscy, którzy dalej przekazują wiarę… Tylko żywa osoba może przekazać żywej osobie to, co usłyszeli. Żadna martwa litera nie przekaże żywego słowa. Duch żyje w osobie. Duch czyni nas żyjącymi, słyszącymi i my możemy powtarzać słowo dalej. Zawsze mnie fascynuje to, że przez pierwsze dziesięciolecia, kiedy tworzyły się pierwsze wspólnoty chrześcijan, - pamiętajmy, że nie było słowa spisanego, nie było Ewangelii spisanych, które my dzisiaj mamy przed sobą i je czytamy -, przez pierwsze dziesięciolecia Ewangelia była przekazywana z serca do serca. Nie tylko z ust do ucha, bo jeśli dzisiaj słyszymy w pierwszym czytaniu, że uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa, to w kulturze i w języku Hebrajczyka trzeba usłyszeć: „i serca ludu były zwrócone ku księdze Prawa”. Serce jest najważniejszym organem słuchu. Pomyślmy, że Ewangelia w pierwszych dziesięcioleciach istniała w sercach, była przekazywana z serca do serca i zachowała się do dnia dzisiejszego. Tak żyje słowo! Te pierwsze dziesięciolecia mi ciągle przypominają, że nawet jeśli mam słowo spisane, jeśli nie będzie tych, którzy przekazują Ewangelię z serca do serca, ona nie będzie żyła wśród nas; ona będzie czekała za murem martwej litery, aż ktoś otworzy serce, przyjmie słowo sercem i przekaże je sercem. Niech chodzi jedynie o uczucia czy o emocje, - żebyśmy się dobrze zrozumieli -, bo serce to epicentrum osoby człowieka, ono jest tym, co cię stanowi, centrum twojego życia, „siedziba” twojej osoby.

Jezus, w którym zostaliśmy zanurzeni w dniu chrztu, dzisiaj głosi nam słowo. Mówi: „Duch Pański nade Mną”. Głosie słowo w synagodze, czyli w takim miejscu, jak nasze. Gr. „synagein” oznacza „gromadzić”. Synagoga to miejsce zgromadzenia, miejsce ludzi gromadzących się wokół Stołu Słowa, jak my dzisiaj. A jesteśmy w czasie Eucharystii i nie mamy wątpliwości, że to, co czytamy, się wydarza, a więc Jezus jest przed nami. Stoi przed nami w osobie kapłana, jest przed nami w znaku ołtarza, w znaku naszej wspólnoty, przede wszystkim w znaku słowa, w znakach sakramentalnych. Jezus głosi nam słowo. Co nam mówi? O czym nas jeszcze raz przekonuje? Przekonuje nas o Dobrej Nowinie: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał, aby ubogim niósł dobrą nowinę”. Czujesz się ubogi? Czujesz się biedny? Czujesz się głodny? Czujesz się niespełniony? Czujesz się chory, słaby? Właśnie dla ciebie jest ta Dobra Nowina. Właśnie wtedy, kiedy takim się czujesz, lepiej przyjmujesz Słowo? Nie opierasz się na sobie i na własnym bogactwie, ale opierasz się na słowie Boga. I wtedy przekonujesz się, co to znaczy, że „więźniom głosi wolność”. Doświadczasz, że słowo daje ci wolność. Doświadczasz, że nie wiedziałeś, a oto teraz widzisz, bo „w Twoim świetle oglądamy światło”. „Uciśnionych odsyłasz wolnymi” – w tekście Łukasza bardzo pięknie to brzmi. Formuła, której używa Łukasz, to: „przyszedłem zdjąć z ciebie ciężar”. Co ci ciąży? Co cię powala na ziemię? Co cię garbi? Co sprawia, że dzisiaj nie możesz się podnieść, że nie możesz wstać i prosto chodzić? „Przyszedłem zdjąć z ciebie ten ciężar”. A On sprawia to, co mówi, - uczyliśmy się o tym w tych dniach - , i odsyła wolnym. Trzeba jedynie wierzyć w to, jak On widzi rzeczywistość. On ci powie, co to oznacza, że daje ci wolność, że daje ci przejrzenie, że zdejmuje z ciebie ciężar. On ci to powie! W codzienności to usłyszysz i zrozumiesz. Teraz jedynie potrzebuje naszej odpowiedzi. To jedno słowo, dwa razy powtórzone w księdze Nehemiasza, które my tyle razy powtarzamy w naszym życiu, w naszej modlitwie; i tyle razy je powtórzymy jeszcze w czasie tej Mszy świętej. Słowo „amen”. Ono pochodzi od słowa „aman”, które oznacza „wierzę”, ale u Hebrajczyka „aman” oznacza „opieram się na”. Wierzę Ci na słowo, to znaczy: opieram się na tym słowie. Jesteś dla mnie jak skała! Myślcie o tym często, kiedy mówicie „amen”. Czy potrafię dzisiaj tak powiedzieć: „opieram się na Tobie, opieram się na Twoim słowie, jesteś dla mnie skałą, jesteś moim oparciem, wierzę Ci, opieram się na Tobie”? Amen.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego (red.)
---------------------------------------------------------------------

 

Nagrania konferencji „pytania-odpowiedzi” wygłoszonych przez Krzysztofa Wonsa SDS na zakończenie sesji „Jak żyć słowem Bożym na co dzień” (19-21 I 2018) i „Jezus i przyjaciele z Betanii. LD z Marią, Martą i Łazarzem” (30 XI - 2 XII 2018).

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl