O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Wprowadzenie w Wielki Post 6-8 marca 2019 - homilie


Wprowadzenie w Wielki Post
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
6-8 marca 2019

 

W dniach 6-8 marca 2019 r., od Środy Popielcowej do piątku, odbyła się sesja „Wprowadzenie w Wielki Post”. Spotkanie prowadził Joachim Stencel SDS – duszpasterz CFD w Krakowie. Poniżej dzielimy się nagraniami homilii, które w czasie sesji wygłosili duszpasterze krakowskiego Centrum Formacji Duchowej.

info o sesji >>>

nagrania konferencji >>>

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA HOMILII
które wygłosili duszpasterze CFD

---------------------------------------------------------------------

Jestem prochem i…, ale w prochu nie zostanę
homilia – Środa Popielcowa, 6 marca 2019
Jl 2, 12-18; Ps 51, 3-6b.12-14.17; 2 Kor 5, 20 - 6, 3; Mt 6, 1-6.16-18

NAGRANIE HOMILII Z 6 MARCA 2019
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

„Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia”. Czy jest we mnie pragnienie tego czasu? Czy pragnę dla siebie Wielkiego Postu? Czy jest we mnie tęsknota za Bogiem, który tęskni za mną i czeka na mój powrót? Kiedy św. Paweł pisze do Koryntian: „oto teraz czas upragniony”, używa określenia „kairos”. Już wiemy, że mamy różne sposoby pojmowania czasu. Biblia rozróżnia „chronos” i „kairos”. „Chronos” to czas, który może się toczyć tak, jak toczył się przedtem. Można przyjąć tę środę, jak wiele innych śród, które były wcześniej i wiele tych, które jeszcze nastąpią. Mogę żyć tak, że w moim kalendarzu życia ten czas jest jak każdy inny: czas pełen wydarzeń, spraw, które biegną, jak co dzień. Ale Paweł mówi nam, że czas, o którym mówi, to „kairos”, czyli czas szczególnej interwencji Boga. To czas, który nazywa dniem zbawienia. Bóg przechodzi przez środek mojego czasu, moich spraw, moich wydarzeń i tego wszystkiego, czym się na co dzień zajmuję. I chce nadać mojemu czasowi życia głębszy sens. Kiedy nasze życie, kiedy nasz czas nabiera głębszego sensu? Dzieje się tak, kiedy już wiem nie tylko „dla-czego” żyję (czas-chronos), ale „dla kogo?” żyję (czas-kairos). Wtedy życie ma sens. Rzeczy, wydarzenia, sprawy, misje, funkcje, to wszystko, co pełnimy, nie może nadać ostatecznego sensu naszemu życiu. Wszystko zamieni się w proch. Ale jeśli żyję dla Niego, - dla Tego, który nie stworzył i który za mną tęskni, do którego chcę należeć -, moje życie nabiera sensu. Ten sens nazywa się „Miłość”. Wiem, dla Kogo żyję, ponieważ Go kocham. Takiego czasu, odzyskania czasu, potrzebujemy w tych najbliższych czterdziestu dniach, które rozpoczniemy liczyć od pierwszej Niedzieli Wielkiego Postu. Ale ten czas już się rozpoczął.

Będziemy posypani popiołem. Niedawno myślałem o tym, po co czy na co by mi była Środa Popielcowa, gdyby nie było śniadania wielkanocnego. Po co mi wchodzić w Post, gdybym na horyzoncie mojej nadziei nie widział życia; życia; życia, które przekracza to, co doczesne; życia, które jest wieczne. Po co mi wchodzić nawet w kontemplację cierpienia Jezusa, gdybym nie wierzył, że ten mój Jezus w koronie cierniowej, pobity, opluty i zakrwawiony to Jezus także zmartwychwstały; że On pokonał całą tę ohydę grzechu i zmartwychwstał. Drodzy, tym, co najbardziej przykuło moją uwagę w słowach z liturgii dnia dzisiejszego, jest to, co Paweł z odwagą, mocą, nie przebierając w słowach, przypomina, że Bóg, czyli Ojciec, uczynił grzechem Tego, który był bez grzechu. Jeśli pomyśleć o tym głębiej, - na ile potrafimy -, to jesteśmy świadkami wstrząsającego wydarzenia, które mamy kontemplować w Wielkim Poście. On się zamienił ze mną miejscem. To miejsce grzechu, które ściągało na mnie śmierć, wypełnił Sobą, a mnie ocalił; mnie, jak Barabasza, puścił wolno. Już wiem, dla Kogo żyję i dla Kogo ten czas. Już wiem, dlaczego jestem zapraszany na Gorzkie Żale i na Drogę Krzyżową, dlaczego Kościół wchodzi w pieśni wielkopostne. Bo On to wszystko zrobił dla mnie, dla nas! Bóg, w którego wierzę, jest Miłością! Jest Miłością, która pokonała to, co najbardziej okropne w nas, czyli grzech, a w zamian dała nam życie. Ale najpierw musiała wziąć na siebie moją śmierć, żebym ja mógł żyć.

Będziemy posypani popiołem. Jednym z wezwań, które się poleca kapłanowi przy posypywaniu popiołem, jest to: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Ale po zmartwychwstaniu Jezusa brzmi ono już zupełnie inaczej. Wiem, że jestem prochem i w proch się obrócę, ale w prochu nie zostanę. Nie zostanę w ziemi, bo On grób uczynił pustym. Nie zostanę w ziemi. Zmartwychwstanę razem z Nim, do życia. Dlatego, kochani, wchodźmy w Wielki Post przede wszystkim z perspektywą horyzontu życia. Wtedy zaczynamy rozumieć cały sens trudów, postów, wyrzeczeń, umartwień… One nie miałby najmniejszego sensu, gdyby były celem samym w sobie, a nie o to chodzi. Mają być dla mnie jedynie pomocą, by mnie oczyściły, uwolniły z wszystkiego, co mi nie pozwala żyć, co sprawia, że nie ma we mnie życia Zmartwychwstałego Jezusa. Chciejmy więc z całą pokorą przyjąć dzisiaj prawdę i gest posypania naszych głów popiołem i z głęboką wiarą, że prochem jestem i w proch się obrócę, ale zmartwychwstanę. I że to uczyniła dla mnie Miłość, którą celebrujemy w tej Eucharystii, która jest Osobą, Synem Bożym, prowadzącym nas do swego Ojca.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Mam szanować bezcenny dar, jakim jest każda osoba!
homilia – piątek po Środzie Popielcowej, 8 marca 2019
Iz 58, 1-9a; Ps 51, 3-6b.18-19; Mt 9, 14-15

NAGRANIE HOMILII Z 8 MARCA 2019
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

U początku Wielkiego Postu, słuchając Ewangelii, możemy być zaskoczeni, jak uczniowie Jana Chrzciciela, a może zakłopotani czy zbulwersowani, widząc uczniów Jezusa, którzy nie poszczą. Pierwszą nauką, którą możemy zaczerpnąć od uczniów proroka znad Jordanu, jest ta, by z naszymi wątpliwościami czy pytaniami przychodzić do Jezusa; by nie wymyślać intuicyjnie odpowiedzi, ale pytać Jezusa, a potem rozważać odpowiedź, której On udziela.

„Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?”. Już od jakiegoś czasu, zachwyca mnie wolność rybaków z Galilei, którzy nie tylko idą za Jezusem, ale poddają się formacji, jaką proponuje im Jezus. Wolność „od” umożliwiła im zostawienie łodzi i sieci, czyli wykonywanego zajęcia. Wolność „od” pozwoliła im „opuścić ojca i matkę” i przylgnąć do Jezusa (por. Mt 19, 5). To „opuścić ojca i matkę” kojarzymy z doświadczeniem małżeństwa, ale przywołałem je świadomie, bo Jezus mówi o sobie jako o panu młodym, a żeby budować nowy dom, nową relację, trzeba ceniąc dom i rodzinę pochodzenia umieć je opuścić. Już od jakiegoś czasu zachwyca mnie też wolność rybaków z Galilei, wolność „od” opinii, wolność pozwalająca im nie pościć, kiedy inni poszczą. A dziś dociera do mnie to, że być może, aby odkryć sens postu, trzeba najpierw odkryć sens nie-postu, sens relacji z Jezusem.

„Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć”. Dziś w Ewangelii skupia moją uwagę określenie „pan młody”. Przywołuje w mojej pamięci określenie zgody małżeńskiej, które można znaleźć w kodeksie prawa kanonicznego: „Zgoda małżeńska jest aktem woli, którym mężczyzna i kobieta w nieodwołalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu stworzenia małżeństwa” (kan. 1057 §2). Mężczyzna i kobieta wzajemnie się sobie oddają i przyjmują. Małżeństwo powstaje wtedy, gdy dwie osoby, mężczyzna i kobieta, decydują, że chcą być wzajemnie dla siebie darem i że chcą wzajemnie przyjmować siebie jako dar. I w tym wzajemnym oddawaniu się sobie i przyjmowaniu siebie jako dar małżonkowie tworzą przestrzeń, w której może objawić się także nowy człowiek, dziecko, które również jest darem. „Człowiek nie może odnaleźć w pełni siebie inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, 24). Wzorem dla nas jest Jezus, bo za cenę Jego Krwi, czyli daru najbardziej bezinteresownego, zostaliśmy odkupieni. On przywrócił nam uśmiech utracony, dlatego w Jego obecności trudno się smucić.

Skorzystajmy teraz z tej intuicji dotyczącej zgody małżeńskiej. Jezus jako pan młody przyjął swoje życie jako dar Ojca i oddał siebie Ojcu, i nam siebie oddał jako dar. Kościół jako panna młoda (tak się składa, że gr. „ekklesia” i łac. „ecclesia” są rodzaju żeńskiego, więc łatwiej sobie wyobrazić Kościół jako pannę młodą) i każdy z nas w Kościele jesteśmy zaproszeni, by przyjąć siebie i dać siebie jako dar Bogu i ludziom. Czyli jest pan młody, który przyjmuje siebie i daje siebie jako dar; i my, którzy przyjmujemy siebie i dajemy siebie jako dar. Chrześcijaństwo, w którym byłoby tylko przyjmowanie bezinteresownej miłości Boga do nas (oczywiście zawsze pierwszej i nieodzownej), a w którym nie byłoby również przekazywania miłości otrzymanej i przyjętej, byłoby konsumpcyjne. Przyjąć siebie jako dar to dopiero początek, a stać się darem, stać się dla innych również, to ciąg dalszy.

I tu słowo „pan młody” połączyło mi się ze napomnieniami Boga, zapisanymi przez proroka Izajasza, napomnieniami o prawdziwym poście: „Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków”. Zauważmy w tych słowach dwa wymiary, dwa owoce prawdziwego postu. Pierwszym owocem jest wolność, a drugim jest obdarowywanie, dzielenie się.

Prawdziwy post pomaga mi być człowiekiem wolnym, nie przywiązanym ani uzależnionym, nie tylko od jedzenia, ale od czegokolwiek, więc słyszymy: „rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli”. Prawdziwy post kształtuje we mnie postawę również dawania wolności innym, stąd słyszymy: „wypuścić na wolność uciśnionych”. Np. post w słowach, gdy umiem zamilknąć i słuchać, stwarza przestrzeń dla drugiego, żeby on mógł mówić, żeby w pewien sposób mógł „zaistnieć”. Post, ten od jedzenia, przypomina mi po prostu, że nie jestem Bogiem. Wystarczy, że ujmę sobie nieco pokarmu, a moje ciało zaczyna słabnąć. W ten sposób, w ten bardzo prosty sposób, uświadamia mi, że mam granice, że jestem tylko stworzeniem i aż stworzeniem Bożym, człowiekiem, ale nie jestem Bogiem. I wtedy post może mi uświadomić również moje władcze czy nawet dyktatorskie zachowania czy zapędy, w których próbuję siebie stawiać w relacji z drugim człowiekiem jakby na miejscu Pana Boga. „Rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych” – to może być zaproszenie, by zacząć traktować siebie i drugiego człowieka jak osobę, a nie jak niewolnika; by uszanować wolę drugiego człowieka, bo przecież, jeśli jest osobą, ma również wolę, by traktować drugiego jako dar, a nie jako „prawo” mi należne. Ja nie mam prawa do nikogo!

Drugi wymiar prawdziwego postu to jest dzielenie się, obdarowywanie. Słyszymy: „dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków”. Widzimy więc, że w naszym życiu nie chodzi jedynie o to, żebyśmy byli wolni „od”, wolni od zła, wolni od przywiązań, wolni od uzależnień; chodzi również o to, żebyśmy byli wolni „do”. Nie chodzi o to, żebyśmy przestali być niewolnikami, ale żebyśmy stali się bezinteresownym darem. Nie chodzi jedynie o to, byśmy innych nie traktowali jak rzeczy czy jak niewolników, ale o to, byśmy się nie odwracali się od nich, byśmy się nie odwracali od osób, które potrzebują naszej pomocy, naszej uwagi, by również dzięki nam oni siebie odkryli jako dar i rozwijali się będąc i stając się bezinteresownym darem dla innych.

Te treści zaczynają jakoś we mnie korespondować (pewno dopiero zaczynają…) z dniem, który przeżywamy jako wspólnota Kościoła w Polsce, z dniem modlitwy i postu za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich. Spotkanie z Jezusem, który przedstawia mi się jako pan młody, przypomina mi, że ja dla innych, a inni dla mnie są darem; i że trzeba ten dar w sobie i w innych szanować. I że jak Jezus mamy stawać się jako osoby bezinteresownym darem dla innych, a wtedy odnajdziemy siebie w pełni; i że mam szanować bezcenny dar, jakim jest każda osoba! Że nie mogę traktować osoby jak rzeczy! Przypomina mi to słowo dzisiaj, że nie jestem Bogiem, ale post przypomina mi też dzisiaj o Bogu, który jest Wszechmocny, który może wyzwolić mnie i nas z każdej niewoli, z każdego uzależnienia, z każdego przywiązania i z każdego zranienia. Post przypomina mi również o Bogu, który przez Ducha Świętego mówi mi: „nie jesteś niewolnikiem, ale synem, córką, dzieckiem Boga, darem Boga dla świata!”.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

 

 

Zapraszamy do skorzystania z nagrań sesji formacyjnych w ramach Szkoły Modlitwy Słowem Bożym, które w ubiegłych latach prowadził Joachim Stencel SDS.


KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl