O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  „Wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny…̶ ...


„Wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny…”.
Księga Jonasza

SZKOŁA BIBLIJNA
31 maja - 2 czerwca 2019

 

W dniach 31 maja - 2 czerwca 2019 roku trwa sesja rekolekcyjna „‘Wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny…’. Księga Jonasza”. Spotkanie w ramach Szkoły Biblijnej prowadzi abp Grzegorz Ryś. Poniżej dzielimy się nagraniami/tekstami homilii, które rekolekcjonista, metropolita łódzki, wygłosił w czasie tej sesji.

info o sesji >>>

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA i TEKSTY HOMILII
które wygłosił abp Grzegorz Ryś *

---------------------------------------------------------------------

Kościół przynosi nam Jezusa
homilia – święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, 31 maja 2019
So 3, 14-18; Iz 12, 2-3. 4bcde. 5-6; Łk 1, 39-56

Mamy pierwsze słowo Pana Jezusa na ten czas, słowo doskonale pasujące do momentu, w którym jesteśmy: tuż przed Pięćdziesiątnicą. Myślę, że to ważne. Trzeba prosić Pana Jezusa, żeby nasz czas, tutaj spędzany, wpisał w naszą drogę ku Pięćdziesiątnicy, żebyśmy nie przegapili tego dnia. Zawsze w Kościele pokazywano jako trzy istotne szczyty roku liturgicznego: Boże Narodzenie, Wielkanoc i Pięćdziesiątnicę. To nie jest tak, że my tylko czekamy aż się skończy okres wielkanocny, ale idziemy ku Pięćdziesiątnicy.

wam zwrócić uwagę na Elżbietę, bo o niej zwykle niewiele się mówi komentując tę Ewangelię, a ona jest tu bardzo pięknym przekładem wiary. Nowsze tłumaczenia tego tekstu pozwalają też to uczynić, bo w nowych przekładach odchodzi się od tego, który tutaj mamy zaprezentowany: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane ci od Pana”. Tak czytano ten tekst: jako pochwałę wiary Maryi wypowiedzianą przez Elżbietę. Ale dzisiaj przekłada się w lekcjonarzu ten tekst dosłownie, a dosłownie on brzmi: „Błogosławiona jest ta, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane jej od Pana”. Więc dotyczy to Maryi i dotyczy to każdego wierzącego człowieka; w równej mierze dotyczy to również Elżbiety, która jest pokazana jako piękny wzorzec wiary.

„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”. A skąd ona [Elżbieta] wie, że Ona [Maryja] ma jakiś „owoc łona”? Przecież Maryja jest w pierwszym tygodniu ciąży. Coś wtedy widać? Co? Nie? Nie znam się na tym, ale tak myślę, że Elżbieta była w szóstym miesiącu ciąży, więc już coś było widać, ale Maryja…? W pierwszym tygodniu? Skąd Elżbieta ma taką wiedzę? Maryja jeszcze nie zdążyła nikomu o tym powiedzieć. Jeszcze Józef nie wie. Będzie moment, że zobaczy i wtedy się zaczną pytania, a na razie nie wie. A Elżbieta nie tylko widzi Jezusa w łonie Maryi, ale jeszcze wie, kim On jest. Owoc łona Maryi nazywa „Panem”, i więcej, bo nazywa Go: „moim Panem”: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?”. To jest nie tylko stwierdzenie, że Maryja ma w łonie Tego, który jest Bogiem (Pan – gr. „Kyrios” – słowo, które zastępnikiem za imię Boże nie wypowiadane). To nie jest tylko stwierdzenie, że Maryja nosi pod sercem Bożego Syna, ale to jest świadectwo o relacji: „mój Pan”. „Mój Pan”. Bardzo wam i sobie życzę, żeby te trzy dni pomogły nam w odświeżeniu tej relacji: „mój Pan”.

Wiemy dobrze, że tego się nie da powiedzieć inaczej, jak w Duchu Świętym. To jest to, co św. Paweł pisze w pierwszym liście do Koryntian, w rozdziale dwunastym, zaraz na początku: „Nikt nie może powiedzieć: ‘Jezus jest Panem” inaczej niż w Duchu Świętym”. To można wypowiedzieć tylko w Duchu Świętym. Dlatego ten tekst jest tak pięknie napisany i pokazuje całą przyczynowość: „Duch Święty napełnił Elżbietę”. Duch Święty ją napełnił i wtedy ona zaczyna widzieć. Zaczyna widzieć Jezusa w łonie Maryi i Duch Święty pozwala jej wyznać: „To jest mój Pan”. To jest to, co Duch Święty może czynić także w nas. Ten tekst nie jest nam dany po to, żebyśmy się dziwili, jak to się stało, że Elżbieta zobaczyła, ale jest nam dany po to, żebyśmy uwierzyli, że Duch, którego mamy otrzymać ponownie teraz, w Pięćdziesiątnicę, może to samo sprawiać w nas. To znaczy, że możemy widzieć Syna Bożego tam, gdzie jeszcze nikt Go nie widzi; tam, gdzie dopiero wszystko się zaczyna; tam, gdzie wszystko jest jeszcze w zarodku. To oznacza, że Duch może ci dać taką przenikliwość wzroku, że Go zobaczysz; że możesz zobaczyć Jezusa, którego wnosi ci do domu ktoś, kto jest od ciebie cztery razy młodszy (a to nie jest takie proste!); ktoś, kogo dobrze znasz i kto jest twoim krewnym; że ktoś wcale nie jakiś nadzwyczajny wnosi ci Jezusa do domu. Myślę, że z racji na moment, w którym żyjemy, to jest bardzo ważne, żeby Duch nas uzdolnił do widzenia Jezusa, który jest przynoszony w łonie Kościoła. Maryja jest zawsze figurą Kościoła. Maryja w scenie Nawiedzenia jest figurą Kościoła, który przynosi nam w łonie Jezusa. Czasami jest tak, że patrzysz na Kościół i nic nie widzisz albo widzisz tak, że ostatnie podejrzenie, jakie masz, jest takie, że On [Kościół] może ci przynieść Jezusa. A przynosi. Kościół przynosi Jezusa.

Duch Święty więc może nam dać taki wzrok: to jest wiara. I myślę, że może też nam dać również tę zdolność, której udzielił Elżbiecie, żeby w Jezusie – właśnie w tym Jezusie, który w łonie Maryi jest niespełna tygodniowym dzieckiem – uznać Pana. I żeby powiedzieć w całej prawdzie: „Pan mój i Bóg mój”. To wcale nie jest takie oczywiste. Nawet ten psalm, który śpiewaliśmy: „Wielki jest pośród ciebie…”. Aż nie idzie się nie uśmiechnąć. Ach, wielki jest! Trzebaby potężny mikroskop. Tak, „wielki jest pośród ciebie”! To samo nasz cudowny Sofoniasz: „Mocarz”… Tak sobie Go ciągle wyobrażamy: na swój obraz i podobieństwo, na swoje wyobrażenia o władzy. A On jest Panem kompletnie w inny sposób. Dlatego jest Go trudno uznać za Pana, bo to musi zmieniać też nas, kiedy nam jest jakaś władza zadana czy zlecona. Do mnie wraca w tym tekście bardzo mocno przeżycie sprzed tygodnia, kiedy święciłem nowych prezbiterów dla Łodzi. Dzieje Apostolskie mówiły o Pawle i Tymoteuszu. To było dla mnie bardzo mocne przeżycie. Od rana siedziałem nad tym słowem, żeby z tego słowa mówić do nich. To jest relacja, w której zobowiązania idą w dwie strony i wcale nie zawsze to widać. Te chłopaki dwa razy w życiu muszą klęknąć przede mną i powiedzieć, że mi przyrzekają cześć i posłuszeństwo. A ja, co? A ja rządzę! A ja im nie przyrzekam nic? Tak! Wszyscy z was, tutaj, którzy jesteście rodzicami: „czcij ojca i matkę swoją…”. To ewidentne zobowiązanie, więc „za przeproszeniem, niech bąk słucha!”. A wy nie macie żadnych zobowiązań wobec tych dzieci? Jezus jest Panem w ten sposób, że wchodzi w relację całkowitej zależności od nas. Już się nie da być bardziej zależnym niż On wtedy, gdy jest w łonie swojej Matki, gdy jest takim zarodkiem, który nie wiadomo, ile i jak wygląda. Już nie można być bardziej zależnym, a Elżbieta rozpoznaje w Nim Pana, bo taki jest Jezusowy model sprawowania władzy. Jeśli mam jakąś władzę nad kimkolwiek i chcę ją wypełniać na sposób Jezusowy, to muszę odkryć posłuszeństwo, które obowiązuje w drugą stronę. Domagam się posłuszeństwa wobec siebie, ale to posłuszeństwo też obowiązuje mnie w stosunku do tych, którzy są „poddani”. „Nie tak będzie między wami” – mówi Jezus do apostołów, kiedy im przekazuje władzę: „Nie tak będzie między wami, jak w świecie”.

Kiedy mówimy w prawdzie, tak jak Elżbieta, o Jezusie: „Pan mój”, to jest to takie wyznanie, które bardzo mocno nas dyscyplinuje; bardzo mocno nas dyscyplinuje. Tak myślę sobie, że właśnie ani jedno ani drugie, - ani zobaczenie Jezusa wtedy, kiedy Jego życie się dopiero zaczyna, kiedy jest właściwie niewidoczny, ani wypowiedzenie w prawdzie tego, że On, taki właśnie, jest Panem -, dla człowieka jest niemożliwe bez Ducha Świętego. Więc pierwszym słowem na ten czas jest: „wołajcie do Ducha”. Wołajmy do Ducha, bo nic nie zrozumiemy z księgi Jonasza. Słowo honoru, nic nie pojmiemy! Bo to jest księga, która, myślę sobie, można się zgorszyć na tysiąc sposobów, więc nic nie pojmiemy bez Ducha Świętego.

---------------------------------------------------------------------

Chrześcijaństwo jest drogą
homilia – wspomnienie św. Justyna, męczennika, 1 czerwca 2019
[czytania z soboty VI tygodnia okresu wielkanocnego]
Dz 18, 23-28; Ps 47, 2-3. 8-9. 10; J 16, 23b-28

Dwukrotnie dzisiaj w pierwszy czytania wiara jest nazwana „drogą”. Pierwszy raz jest nazwana „drogą Pana”, drugi raz jest nazwana „drogą Bożą”, chociaż są i takie rękopisy, takie wersje Dziejów Apostolskich, gdzie za drugim razem tam jest po prostu „droga”: „Zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładnie drogę”. W czasie tych rekolekcji różnie mówimy o wierze: mówimy, że wiara jest widzeniem, że wiara jest słuchaniem, ale ten opis wiary, jako drogi, jest opisem najbardziej trafnym, najbardziej dokładnym. Po to widzę i po to słyszę, żebym mógł pójść w drogę. Jeśli nie ruszam w drogę, to jestem specjalistą od mapy. Mogę bardzo dobrze znać całą mapę. Nawet mogę posłuchać trochę wykładów, co na tej mapie jest, ale mam kłopot, bo nie wyruszyłem w drogę. Przyszedł mi do głowy taki prosty test: Czy widzieliście kiedyś Rysy? A byliście na nich? A byliście na nich w taki dzień, że widać z nich tysiąc szczytów? Jest różnica. A byliście zdrowsi po tej wycieczce? To akurat nie zawsze się musi zdarzyć. W tej serii pytań jest wiele odkryć. Można oglądać Rysy, np. na zdjęciu, ale można je oglądać z Morskiego Oka, jak ktoś chce. Kiedy się jednak na nie wyjdzie, widać coś, czego z dołu nigdy nie podejrzewaliśmy. Pole widzenia się niesłychanie poszerza. To jest to, co papież Franciszek napisał: „wiara «widzi» w takiej mierze, w jakiej się porusza” (por. LF 9). Jeśli nie wyjdziesz na ten szczyt, to nigdy nie zobaczysz tego, co widać z owego szczytu. A poza tym jest doświadczenie drogi, które cię zmienia, które cię czyni kimś innym. Co innego jest wiedzieć, a co innego jest ruszyć w drogę. Spędzamy tutaj ze sobą dwa, a właściwie trzy dni. Po tych trzech dniach najważniejsze pytanie nie brzmi, ile więcej wiemy, ale czy znaleźliśmy się w innym miejscu. Czy jesteśmy w innym miejscu czy tylko wiemy, że możnaby było być w innym miejscu? Liczy się droga. Czytamy księgę Jonasza. Jonasz jest człowiekiem w drodze. Czasami, zgoda, jest to droga w złym kierunku; jest to droga, która jest ucieczką przed Panem. Ale też byliśmy świadkami jego nawrócenia, jego przemiany, ponieważ Pan mu towarzyszył w drodze, nawet gdy on szedł z złą stronę.

Liczy się droga. Do tego jeszcze dwa stwierdzenia. Ta droga to nie jest droga byle jaka, ale to „droga Pańska”. Drogę Pańską poznajemy z dzisiejszej Ewangelii, ponieważ Jezus jest w drodze. Mówi: „Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (J 16, 28). Właściwie ta droga ma tylko dwa punkty odniesienia: „od” i „do”, „od Ojca” i „do Ojca”. Nie jest jakoś szczegółowo opisana, ale bardzo ważne jest mieć świadomość punktu wyjścia. Bo nie wzięliśmy się znikąd, nie wzięliśmy się z jakiegoś przypadku. Wzięliśmy się od Ojca. Życie nasze jest drogą i zaczyna się w Ojcu. I nasze życie jest drogą do Ojca. Dzisiaj jest wspomnienie św. Justyna i muszę powiedzieć, że zawsze czekam na Godzinę czytań z tego wspomnienia, ponieważ tam jest zapis przesłuchania Justyna przez prefekta, zwanego Rustyk. To jest taki rodzaj literatury, który chrześcijanie starożytni kochali. Każde przesłuchanie było protokołowane, więc albo kupili taki protokół od urzędnika, albo, ponieważ przesłuchania były publiczne, siedzieli sami i też protokołowali. A potem odczytywali na takich zebraniach. I była to literatura „o sile dynamitu”. Kiedy zaczynały się przesłuchania na dużą skalę, tym pierwszym, co władcy nakazywali, była konfiskata tych książek, żeby tego chrześcijanie nie czytali, bo to ich mocno trzymało w pionie. Ten protokół z przesłuchania Justyna, - dla tych, którzy go dzisiaj nie czytali, powiem to – jest bardzo piękny. Prefekt pyta się go: „Zatem przypuszczasz, że umrzesz i pójdziesz do nieba,…”. A Justyn odpowiada: „Nie przypuszczam, wiem…”. Jakie to jest piękne: „Nie przypuszczam, wiem”. Zwykle te protokoły kończą się w ten sposób, że taki a taki został skazany na śmierć, a oni mówią „Bogu niech będą dzięki!”. Tam nie ma żadnych dodatkowych upiększeń, wielkich wykładów, teologii, ale jest proste sprawozdanie z procesu, które ma niesłychaną „siłę rażenia”. „Od Ojca do Ojca” – tu jest świadomość celu i nie potrzebujemy więcej. Gdy chodzi o opis tej drogi, nie potrzebujemy więcej. Na ostatnim Synodzie Biskupów padło takie zdanie, zapisane w dokumencie końcowym, bardzo piękne zdanie, że od Boga dostajemy kompas, a nie GPS. To musiał wymyśleć Franciszek, to jest jego poetyka. Chociaż powiem szczerze, że nie wiem, na ile dzisiaj młodzi ludzie posługują się kompasem i tu mają kłopot. Jeśli ktoś chce mieć GPS, to znaczy, że chce mieć kogoś, kto mu ciągle do ucha mówi: „teraz w prawo”, „teraz za trzysta metrów w lewo”, „lekko w prawo”, „lekko w lewo”, a potem jest: „zmyliłeś drogę, nowa będzie lepsza”; mieć przy sobie kogoś, kto o wszystkim decyduje, kto ci mówi, z jaką prędkością, w prawo czy w lewo, że prosto. Tymczasem nic takiego nie ma. Chrześcijaństwo nie jest takim projektem. Pan Bóg nas traktuje jak swoje dorosłe dzieci; dorosłe dzieci, które wyszły z domu i wracają do domu. Ważna jest świadomość celu. Ważna jest świadomość tego, że jesteśmy w drodze. Ale ta droga ma dla każdego przebieg indywidualny, osobisty.

I jeszcze jedna myśl, która też wyraźnie pada dzisiaj w czytaniach. Mamy pokazanych apostołów, czyli tych, którzy uczą drogi. I to jest oczywiste, że oni sami są w drodze. Drogi Pana uczą ci, którzy są w drodze. Mamy dzisiaj Pawła, który wyrusza w trzecią swoją wyprawę misyjną. „Zabawił” przez chwilę w Antiochii. Ewidentnie się „nudził”, jak przychodził na miejsce. Chwileczka i z powrotem w drogę, żeby obejść wszystkie Kościoły, które założył podczas pierwszej i drugiej wyprawy. Poza wszystkim innym to jest tak piękna u Pawła taka wierność, że się nie zostawia ludzi. Nie zostawiasz ludzi, których zrodziłeś do wiary. Nie wolno! To jest relacja, która się nie kończy. On [Paweł] o tę relację dba. Pierwszy, drugi, trzeci raz… Paweł jest w drodze. Mamy drugiego: Apollosa. To następny, który jest w drodze. Przychodzi do Efezu, a z Efezu zostanie posłany dalej. Piękne jest, że uczniowie potrafią też zadbać, żeby mu w tej drodze było dobrze. Właściwie ten Kościół „podaje sobie” apostoła z miejsca na miejsce, ze wspólnoty do wspólnoty. To nie jest przypadkowa wędrówka. Ale jeden i drugi są w drodze. Ci wielcy apostołowie są w drodze. Jeśli chcesz kogoś nauczać, że chrześcijaństwo jest drogą, to się rusz. Jezus mówi: „idąc nauczajcie”, „idąc czyńcie uczniów”. Jest to bardzo ważny moment, żeby samemu się ruszyć. To decyduje o tym, że ciągle jesteś uczniem i wtedy, jako uczeń w drodze, możesz prowadzić pozostałych uczniów. Chrześcijaństwo jest drogą, drogą Pana: od Ojca do Ojca; drogą, na której możecie prowadzić innych pod warunkiem, że sami nią chodzicie. Amen.

---------------------------------------------------------------------

Jezus zostawia nas… z darem, zadaniem i obietnicą
homilia – uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 2 czerwca 2019
Dz 1, 1-11; Ps 47, 2-3. 6-7. 8-9; Hbr 9, 24-28; 10, 19-23; Łk 24, 46-53

Mamy słowo na drogę: słowo, którym dzisiaj Kościół objaśnia tajemnicę Wniebowstąpienia Pana Jezusa. To słowo dzisiaj jest przede wszystkim słowem św. Łukasza z Dziejów i z Ewangelii. Obydwie te Łukaszowe narracje mówią o tym, że Jezus odchodząc od nas zostawia nas z jednym darem, z jednym zadaniem i z jedną obietnicą. Takie trzy momenty można wyczytać: dar, zadanie, obietnica. One są ze sobą mocno połączone.

Darem jest klucz do rozumienia słowa. Ewangelia Łukasza zaczyna się dzisiaj od czterdziestego szóstego wersetu: „Tak jest napisane:…”. Czterdziesty piąty werset to słowa: „Wtedy otworzył i umysły, żeby rozumieli Pisma”. I powiedział: „Tak jest napisane:…”. Jezus ich zostawia ich z tym, że otwiera im umysły, żeby mogli rozumieć słowo. Tam jest takie słowo, gr. „syn-íemi” („syn” znaczy „razem”). Dosłownie trzebaby to słowo przetłumaczyć: „aby mogli razem zebrać słowa”. Możnaby też to przetłumaczyć: „żeby mogli razem posłać”. Są różne znaczenia tego zwrotu. Ale kluczem jest to, że rozumie Pismo ten, kto potrafi je razem zebrać w taki sposób, że to całe słowo razem [zebrane] do czegoś go posyła; razem zebrane go posyła. Bez tego daru mamy tylko szereg kawałków, powiedzmy, gdzieą tam obok siebie funkcjonujących. Mnie też to okno dzisiaj pomagało, Krzysiu, wiesz, bo to jest prawda o tym oknie. Ktoś nawtykał w pierniki kolorowych szkiełek i zasadniczo człowiek patrzy… Nie pamiętam, kiedy tu byłem pierwszy raz, ale chyba byłem wtedy dość zdziwiony i wcale nie widziałem tego Pana Jezusa od początku. Dopiero kiedy Go zobaczyłem, odkryłem, o co idzie w tym witrażu. Chrystus w tym witrażu porządkuje go, układa go, nadaje sens całości. To jest to, co Jezus mówi do swoich apostołów: „Potrzebujecie klucza do zrozumienia słowa”. Jest tych ksiąg kilkadziesiąt i można każdą czytać z osobna. Teraz poczytaliśmy księgę Jonasza, kiedyś księgę Judyty. Fajne książki same w sobie. Możemy się umawiać na każdą po kolei książkę i mieć taką układankę. Możemy przeanalizować wszystkie te teksty, a Jezus mówi: „Nie rozumiecie jeszcze. Rozumiecie dopiero wtedy, kiedy one się wam wszystkie schodzą w jeden punkt, a tym punktem jest ‘Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie’”. Było pytanie przed chwilą, na tym naszym ostatnim spotkaniu, jak nie przeciwstawiać sobie Starego Testamentu Nowemu. No właśnie tak, że one się schodzą w Jezusie Chrystusie. Obydwa Testamenty mówią o Nim. I to jeszcze mówią o Nim w konkretnym wymiarze: w Jego cierpieniu, w Jego zmartwychwstaniu i w odpuszczeniu grzechów, które będzie głoszone wszystkim narodom w Jego imię. O tym jest Biblia. To jest niesłychany dar od Jezusa na koniec. On nie zostawia nas z taką układanką…Kiedy dochodzę do jakiegoś tekstu, co do którego nie mam bladego pojęcia, co w nim jest i jak go pojąć, to pierwsze pytanie, które może mi ten tekst otworzyć, to jest pytanie: w jaki sposób ten tekst się na Jezusie wypełnił? Co to słowo mówi o Jezusie? Jak się na Nim spełnia? Jak się odnosi do Niego i do Jego misji zbawczej? To jest niesłychany dar Jezusa, który mówi: „Słowo prowadzi do Mnie”. Słowo się streszcza w Osobie. Jeśli chcecie wiedzieć, czy dobrze czytaliście Jonasza, to musicie spytać się, ile czasu spędziliście tutaj [w kaplicy], patrząc na Niego. Klucz do Jonasza jest ten: czas spędzony z Jezusem. Słowo, które mnie otwarło na Niego. Czytałem słowo, które pogłębiło moją relację z Nim, coś więcej rozumiem z Niego, inaczej Go kocham, głębiej Go pojąłem. To jest słowo, które prowadzi do Jezusa. To jest dar, niesłychany dar od Jezusa: „otworzył im umysły, żeby rozumieli Pisma: ‘Tak jest napisane…’”. Pewne wiele razy w tym domu pada sławne zdanie Hieronima, że nieznajomość Pisma jest nieznajomością Jezusa. Dla nas, dla chrześcijan, nieznajomość Jezusa jest nieznajomością Pisma; nieznajomość w sensie: brak zażyłości, brak komunii, brak spotkania, brak relacji. I co z tego, że znasz Pismo na pamięć, z przypisami! A są tacy, którzy znają wszystkie przypisy, którzy wygrywają konkursy biblijne. Kluczem jest Mesjasz, Osoba, Jezus. To jest synteza całej Biblii, to jest Słowo Wcielone.

Ponieważ taki jest ten dar, do niego dopasowane jest zadanie: zadanie, które Jezus formułuje wobec uczniów, kiedy wstępuje do nieba. U Łukasza tym zadaniem jest świadectwo. Świadectwo. Tylko u Łukasza. Kiedy czytacie Marka i Mateusza: „Czyńcie uczniów, nauczajcie, przepowiadajcie, chrzcijcie”. U Łukasza jest: „Jesteście świadkami”. „Wy jesteście świadkami tego” – słyszeliśmy w Ewangelii, a w pierwszym czytaniu: „Będziecie Mi świadkami”. Świadectwo dotyczy relacji z Jezusem, że Jezus jest ważny, że chodzi mi w życiu o Niego; tego dotyczy świadectwo. O tym można dużo mówić, ale tak naprawdę można to tylko pokazać. Zasadniczo po ludziach widać, czy są zakochani czy nie. Nawet czasami widać, w kim [są zakochani]. To widać z człowieka, widać z jego postępowania, widać z jego działania… Możemy wszystko mówić, możemy odmieniać tę frazę, że „Jezus jest Panem” przez wszystkie możliwe przypadki, możemy to śpiewać, możemy mówić szeptem, możemy krzyczeć i to wszystko może być zaprzeczone antyświadectwem, czyli postawą życiową. Mówi facet, że „Jezus jest Panem”, a z jego życia widać, że jest panem sam dla siebie. To jest historii Jonasza. Prorok przychodzi w imię Pana. Jonasz, jak by mógł, to by przepowiadał swoją nienawiść. Kto komu ma ustąpić w tym spotkaniu? Jezus jest Panem. Chodzi o Jezusa, a nie o przeczytanie pięknej, wspaniałej, fantastycznej, świętej księgi. Chodzi o Jezusa. Jezus jest Panem. Możesz to pokazać! Zadaniem jest świadectwo. Pokaż to życiem! Takie jest zadanie. Słowem, które dzisiaj otrzymujemy od Jezusa na dzisiejsze przeżycie wniebowstąpienia, nie jest: „Idźcie i nauczajcie”, nie jest: „Idźcie, czyńcie uczniami”, tylko: „Macie być świadkami”.

I z tym zadaniem związana jest obietnica mocy z wysoka. To obietnica Ducha Świętego! Patrzymy w kierunku następnej niedzieli. Patrzymy mocno w kierunku Pięćdziesiątnicy. Dlaczego? Dlatego, że bez Ducha Świętego nie będziemy świadkami. Właśnie, jak On zleca im to zadanie: „Macie być świadkami”, gdyby oni chcieli już pójść, Jezus woła: „Hola, hola! Poczekajcie na moc z wysoka!”. Duch Święty czyni to świadectwo możliwym. Od tego zaczęliśmy nasze rekolekcje w piątek. W Duchu Świętym mówisz: „Jezus jest Panem”. To znaczy, w Duchu Świętym mówisz to w prawdzie. Kiedy mówisz w Duchu Świętym: „Jezus jest Panem”, to porządkuje twoje życie. Kiedy mówisz to w Duchu Świętym, nie jest to podwójne. W Duchu Świętym nie jest to tylko zewnętrzna fraza. Duch sprawia, że jesteś prawdziwy w tym wyznaniu. To od Ducha jest ta moc! To jest to, co o. Cantalamessa nazwał „przewrotem kopernikańskim”, który się dokonuje w Pięćdziesiątnicę. Apostołowie, którzy weszli do Wieczernika, każdy jeszcze myśląc o sobie, kto jest najważniejszy („gdzie ma leżeć przy tym stole” – to mieli w sobie, kiedy wchodzili do Wieczernika; każdy myślał o sobie), kiedy wyszli w Duchu Świętym, myśleli tylko o wielkich dziełach Bożych. To jest to, o co też pytaliście. To jest modlitwa uwielbienia. Modlitwa uwielbienia: odwracasz się od siebie, wielbisz Boga, Chrystusowi dajesz pierwszeństwo. Ta modlitwa uwielbienia jest jednym z wymiarów nowej Pięćdziesiątnicy, która idzie przez Kościół. Duch o sprawia, że wypowiadamy „Pan” mówiąc o Jezusie, że przestajemy być panami samych siebie, że przestajemy się zajmować sobą. „Przewrót kopernikański”. Nie jest tak, że Bóg będzie się kręcił wokół mnie, tylko wreszcie ja się kręcę wokół Jezusa. „Przewrót kopernikański” dokonany przez Ducha Świętego w moim życiu. Wtedy widać, wtedy dajesz świadectwo. Nie musisz nawet wiele gadać, widać. Widać z ciebie, że Jezus jest Pierwszy, a to znaczy, że zrozumiałeś Pismo. Amen.

---------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------
* tytuły pochodzą od redakcji

w tekstach spisanych z nagrania
zachowano styl języka mówionego
-------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl