O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Dzieje Apostolskie. Rzecz o Kościele 14-16 lutego 2020 - homi ...


Dzieje Apostolskie. Rzecz o Kościele
REKOLEKCJE DLA DUCHOWNYCH
I OSÓB KONSEKROWANYCH

14-16 lutego 2020

 

W dniach 14-16 lutego 2020 r. odbyła się w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie sesja rekolekcyjna dla duchownych i osób konsekrowanych „Dzieje Apostolskie. Rzecz o Kościele”. Prowadził ją abp Grzegorz Ryś - metropolita łódzki, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski.

zapowiedź sesji >>>.

info o sesji >>>.

nagrania konferencji >>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji rekolekcyjnej
wygłosił abp Grzegorz Ryś *

---------------------------------------------------------------------

Słowo Boga o Jezusie jest słowem Boga o nas
homilia – święto świętych Cyryla, mnicha, i Metodego, biskupa, 14 lutego 2020
Dz 13, 46-49; Ps 117, 1-2; Łk 10, 1-9

Od razu otrzymujemy bardzo piękne słowo o Kościele i o nas w Kościele; piękne, a przy tym bardzo, ale to bardzo praktyczne, dotykające konkretu. Najpierw mamy fragment z Dziejów Apostolskich. To jest finał, - można powiedzieć: nie najlepszy -, ewangelizacji w Antiochii Pizydyjskiej (Dz 13): finał wielkiego nauczania Pawła, właściwie pierwszego kerygmatu przepowiadanego poganom. Ale owocność tego dzieła rozbija się o zazdrość tych, którzy teoretycznie powinni być najbardziej otwarci na przyjęcie tego słowa, czyli o zazdrość ze strony Żydów. W takiej sytuacji jakiejś nie-owocności, jakiegoś odrzucenia czy jakiegoś zakwestionowania Paweł i Barnaba szukają słowa, które by ich przeprowadziło przez ten moment. To słowo zostaje tu przez Pawła wypowiedziane: „Tak bowiem nakazał nam Pan: «Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi»” (Dz 13, 47). „Tak bowiem nakazał NAM Pan” - to jest niesamowite, że Paweł czyta to słowo jako słowo o sobie, o sobie i o Barnabie. Bo to jest słowo o Jezusie! To jest pierwsza i druga pieśń o słudze Pańskim (Iz 42 i Iz 49), kiedy do swojego sługi Pan mówi, że będzie ustanowiony światłością dla wszystkich narodów. To słowo jest słowem o Jezusie, opisuje misję Jezusową, a Paweł i Barnaba mówią: „To jest słowo o nas! To jest słowo o nas!”. To samo w sobie jest bardzo piękne! To samo w sobie jest bardzo dyscyplinujące! Słowo Boga o Jezusie jest słowem Boga o mnie! Czujecie to? Każde słowo, które Bóg powiedział o Jezusie, jest słowem o nas i o naszej misji, jaką jest ewangelizacja i jaką jest Kościół. Każde słowo o Jezusie jest słowem o nas, dlatego że Kościół nie ma sensu, jeśli żyje wbrew Jezusowi czy obok tego, w jaki sposób żył Jezus, czy jeśli prowadzi swoją misję inaczej niż Jezus. Każde słowo o Jezusie jest słowem o nas i na nas ma się wypełnić. Oczywiście to słowo z Izajasza, które Paweł słyszy jako słowo o sobie, jest słowem odpowiedzi na sytuację odrzucenia. I wtedy zaczynamy ten tekst rozumieć głębiej, bo w przeciwnym razie zaczniemy go czytać tak: „Skoro ci nas odrzucają, to przecież będą inni. Skoro tu się nie dało, to pogadamy z tamtymi, może tamci się nawrócą”. To nie działa w ten sposób. Tu chodzi o zupełnie co innego. Nie chodzi o to, czy jesteś odrzucony, tylko o to, w jaki sposób przeżywasz to odrzucenie. To jest słowo o Jezusie Ukrzyżowanym. To jest najważniejszy moment dzieła zbawienia i najważniejszy moment dzieła Jezusowej ewangelizacji. To jest moment, kiedy On jest jak ziarno, które obumiera: „Jeżeli ziarno nie obumrze, zostanie samo, ale jeśli obumrze, przyniesie plon” (por. J 12, 24). Nie chodzi o to, że jak nas tu odrzucą, to otworzy się inne pole. Chodzi o to, że jeśli się otwiera inne pole, dzieje się tak dlatego, że potrafiliśmy się odnaleźć w umieraniu Jezusa, że za łaską Ducha Świętego weszliśmy w taką dyscyplinę owocowania Ewangelii: że musi przyjść umieranie, musi przyjść zakwestionowanie, musi przyjść odrzucenie. I ono, - przeżyte w cierpliwości, przeżyte w miłości -, owocuje. Wiara pogan bierze się właśnie z tego ziarna, które jest odrzucone. Nie raz o tym myślę, że my wierzymy dlatego, że Kościół w Azji czy Kościół w Afryce jest Kościołem męczenników. Gdyby nie było tego Kościoła męczenników, ciekawie gdzie my byśmy byli ze swoją taką, a nie inną wiernością Ewangelii. To pierwsze czytanie bardzo mocno nas ustawia, byśmy nie patrzyli na misję Kościoła w „płaski” sposób. To oczywiście jest czytanie dobrane bardzo trafnie pod dzisiejsze święto. Święci Cyryl i Metody to ludzie, którzy w swoim czasie przeżyli dramatyczne zakwestionowanie, dramatyczne odrzucenie. Cyryl miał „szczęście”, bo umarł szybko, ale Metody nie umarł szybko, więc siedział w więzieniu i był torturowany przez niemieckich biskupów, przez swoich współbraci, którzy nie byli w stanie się pogodzić z taką, a nie inną wizją misji i wizją Kościoła, jaką przyniósł na Morawy. Jego prześladowanie było tak straszne, że wieść o nim dotarła do Rzymu; gdyby tam nie doszła, to ciekawe czy by nie zgnił w jakimś dobrym niemieckim biskupim lochu. My dzisiaj mówimy o nich: „patroni Europy” i że urodziliśmy się z ich misji. Ciekawe, czy bardziej się rodzimy z alfabetu, który spisali, czy z męczeństwa, którego doznawali i to męczeństwa, którego doznawali nie od pogan, bo poganie się cieszyli (tak, jak i tu w Dziejach Apostolskich), ale od tych, którzy w ludzie Bożym mieli budować i mieli za niego brać odpowiedzialność, bo to ci byli wściekli, ci byli zgorszeni, ci byli zazdrośni, ci się bili o władzę. Nie ma innego sposobu…

Echo tego, o czym mówiliśmy, pobrzmiewa w Ewangelii, ale spróbujmy z Ewangelii wyciągnąć trochę inne myśli, równie konkretne. Pierwsza jest taka, że „Pan wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch”. Rozdział po rozdziale u św. Łukasza są dwa posłania: dziewiąty rozdział u św. Łukasza rozpoczyna pierwsze posłanie apostołów - Dwunastu, a dziesiąty rozdział, który dzisiaj czytamy, otwiera posłanie siedemdziesięciu dwóch. „Pan wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch”. I co wy na to, apostołowie, że Pan wyznacza jeszcze innych? Co? Ucieszycie cię? Skoro się cieszycie, to znaczy, że nie pasujecie do polskiej średniej. Ilu z następców apostołów cieszy się tym, że Pan wyznacza jeszcze innych? Że wyznacza jeszcze innych: takich, którzy tu siedzą za wami; wy tacy na biało ubrani jesteście, a oni tak na kolorowo. I wiecie, co jest najgorsze? Że Pan wcale nie pytał się o zdanie apostołów, gdy powoływał jeszcze innych. Czy ucieszymy się, że Pan ma jeszcze pomysł na innych, obok nas, w tej samej misji? Do tej samej misji i na to samo żniwo posyła więcej osób: siedemdziesięciu dwóch. Przebił nas: nas jest dwunastu. Przecież to jest dzisiaj najważniejsze pytanie polskiego Kościoła. Pogadajcie z siostrami zakonnymi, pogadajcie ze świeckimi, pogadajcie z tymi, którzy tworzą takie czy inne wspólnoty, czy charyzmatyczne, czy inne, ewangelizacyjne! Pogadajcie z nimi, co jest ich największym problemem w Kościele! To, że „się rozbijają” o księży! To jest ich największy problem! Ich problemem jest to, że nikt się ich nie pyta o zdanie i to, że nikomu do niczego nie są potrzebni! „Przecież my sobie poradzimy sami z tą ewangelizacją! Jest nas dwunastu, damy sobie radę!” – słyszą. Tu jest dużo sióstr zakonnych. W ramach synodu, który przeżywamy w Łodzi, zapytaliśmy siostry zakonne, co myślą o diecezji. Wiecie, jaka jest różnica między siostrami zakonnymi a księżmi? Różnica jest taka, że na 280 sióstr, jakie mamy w diecezji, na ankietę odpowiedziało 240, a na 700 księży odpowiedziało na nią 140. I raz po raz na ulicy spotykam siostrę, która mi mówi: „Bardzo dziękuję księdzu arcybiskupowi…!” (ankieta przestaje być anonimowa…). Nie wymyśliłem tej ankiety; wymyśliła ją osoba świecka, a ja tylko poparłem ją z całego serca. Pan powołuje ludzi obok nas i czyni to hojnie! Czyni to hojnie! I pytanie do Dwunastu jest takie: „Ucieszycie się? Pobłogosławicie im? Poślecie ich? Wzmocnicie ich? Wyposażycie ich?”.

Wy [siedzący nieco z tyłu] się tak nie cieszcie, bo następne zdanie jest do was. Bo, co Jezus nakazuje siedemdziesięciu dwom? „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10, 2). To znaczy, że was też nie wystarczy i Pan pośle jeszcze innych, obok was. I wtedy będzie miał miejsce sprawdzian obdarzonych charyzmatami, charyzmatyków. Czy tylko księża mają kłopot we współpracy z charyzmatykami? A czy ci wszyscy, którzy mają różne charyzmaty, potrafią ze sobą współpracować? A czemu to akurat w „Iuvenescit Ecclesia” trzeba było napisać, że być może najważniejszym wyznacznikiem prawdziwości charyzmatu jest jego otwartość na cały Kościół? Otwartość na cały Kościół! Co to znaczy w konkrecie, że idziemy do ewangelizacji „razem”? Mamy takie wspólnoty w Kościele polskim, że każda musi sama od nowa przełożyć tekst nowej piosenki, bo, jak sąsiedzi ją przełożyli, to się tego nie da śpiewać. Są takie śpiewy, przyniesione z Zachodu, które mają cztery wersje. Zaczynasz śpiewać w czasie nabożeństwa i jesteś szczęśliwy, że to znasz… A tu nie znasz tego, bo nie ta wspólnota się tu gromadzi. Ci nie potrzebują tamtych! A po co? A na co? A to jest właśnie to: „Módlcie się o to, żeby Pan posłał obok was jeszcze innych!”. Módlcie się, bo gdy będziecie się o nich modlić, to może ich przyjmiecie! A jak się o nich nie będziecie modlić, to będziecie wściekli, gdy tylko jakiś pojawi się w pobliżu. Nie zapomnę tego: w pierwszej turze ewangelizacji w Krakowie zastanawialiśmy się na stadionie, kto i w którym dniu może śpiewać, żeby reszta śpiewała z nim. Zobaczcie, o co chodzi w tym posłaniu Kościoła! Mówią, że to Franciszek zabrania klerykalizmu. Nie, to Pan Jezus zabrania! Pan Jezus zabrania: „Dwunastu, popatrzcie wokół siebie! Macie siedemdziesięciu dwóch innych”. I Pan Jezus zabrania wszystkim nie-duchownym ścigania się na charyzmaty (ścigania się, „który z nich jest lepszy”; to lepszy zawsze jest kosztem drugiego!).

Jeszcze jedno zobaczmy, bo to jest niesłychanie ważne. Tych siedemdziesięciu dwóch ma trochę inną misję niż Dwunastu. Oni, owszem, uczestniczą w tym samym dziele zbawienia, ale są inaczej ukierunkowani. To jest wpisane w te liczby. Dwunastu jest skierowanych do Izraela, do ludu Bożego, a siedemdziesięciu dwóch jest skierowanych do całego świata. Siedemdziesiąt dwa pokolenia dały początek nowej ludzkości po potopie (Rdz 10). To nie jest przypadkowa liczba! Nowa ludzkość po potopie powstała z siedemdziesięciu dwóch rodów czy siedemdziesięciu dwóch ludów. Dlatego, skoro jest ich siedemdziesięciu dwóch, to znaczy, że oni idą do całego świata. I pójście do całego świata, oczywiście, nie oznacza tylko liczby, ale oznacza rzeczywistość świata. Ta rzeczywistość świata jest taka, że lepiej, żeby tych Dwunastu się tam, w niektóre miejsca, nie wybierało. Po co wy, Dwunastu, macie tam iść? To nie wasza funkcja! Ale wy, siedemdziesięciu dwóch, macie tam iść! To wasza funkcja! Trochę inaczej są porozkładane akcenty, ale i tu i tam tematem jest żniwo. Jezus mówi do apostołów u św. Jana: „Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo” (J 4, 35). A tu, u św. Łukasza, Jezus mówi do siedemdziesięciu dwóch: „idziecie na żniwo” (por. Łk 10, 2), a to znaczy: „idziecie zbierać owoce Bożego działania”. W jednym i drugim przypadku potrzebny jest taki sam wzrok, by zobaczyć, jak Bóg działa. By zobaczyć, jak Bóg działa! Czytałem ostatnio od nowa „Evangelii gaudium” papieża Franciszka. Papież Franciszek mówi, że dzieje ewangelizacji rozstrzygną się w mieście. W jaki sposób? W taki sposób, że w to miasto wejdą ludzie, którzy „odsłonią” w nim Boga (por. EG 71). W ten sposób Franciszek pisze: nie „przyniosą” tam Boga, nie „zasieją” tam Boga, ale „odsłonią” w nim Boga. Pan Bóg jest mieście! „Akurat” – wołają niektórzy. „W mieście jest samo dziadostwo: grzech, Sodoma i Gomora. Innych słów nie będziemy używać, bo się Pan Jezus obrazi. Wszyscy wiemy, co to jest miasto. Wioska - pobożna, ale miasto… - paskudztwo”. A Franciszek mówi: „Odsłońcie Boga w mieście, bo jest zakryty, zasłonięty!”. To jest żniwo, bo wydobywasz całe dobro, które tam jest, a nie ty je siałeś!

Myślenie - i dwunastu, i siedemdziesięciu dwóch - jest analogiczne, ale ich metody są trochę inne. Od czego siedemdziesięciu dwóch ma zacząć? Od tego, że będą owcami między wilkami: „posyłam jak owce między wilki” (Łk 10, 3). Jakie to jest dzisiaj potrzebne, żeby ktoś się w tym świecie okazał…, żeby ktoś pokazał, że się wyrwał z narracji „wojen plemiennych”, gdzie się wszyscy nawzajem okładają maczugami. Potrzebne są owce! Potrzebne są owce! Ale to jest właśnie to, o czym mówiliśmy przy Cyrylu i Metodym, przy Pawle i Barnabie. Potrzebne są owce w takim świecie, gdzie na powierzchni jest wyłącznie agresja. Gdzie człowiek człowiekowi jest wilkiem, jesteś potrzebny jako owca! Jako owca wnosisz pokój: „Najpierw mówcie: «Pokój…!»” (Łk 10, 5). Jako owca nie atakujesz. Zresztą, kto by się bał owcy? Spróbuj zaatakować, zwłaszcza wilka! Jako owca nie atakujesz. „Jedzcie i pijcie, co będą mieli!” (por. Łk 10, 8). Za tym się kryje (niedawno mieliśmy te czytania) to, że rezygnujesz z rozróżnienia, w którym wyrosłeś, że pokarmy są czyste i nieczyste. Wyobraź sobie, że wchodzisz do kogoś do domu, on ci daje coś do jedzenia, a ty najpierw patrzysz, czy… i od razu do niego: „co mi tu dałeś do jedzenia?”? Dzisiaj jest piątek. A jakby was tak salwatorianie poczęstowali boczkiem? Wrrr! A może chcieli was ugościć? Czy ja wiem? Nie, salwatorianie by nie dali boczku! Problemem jest to, że wchodzisz do czyjegoś domu i od razu go sprawdzasz, od razu go kontrolujesz, od razu go oceniasz. Nie, właśnie nie! Owca się tak nie zachowuje! Ten, kto przynosi pokój, tak się nie zachowuje! I dlatego, że tak się nie zachowuje, na końcu może opowiedzieć: „Przybliżyło się do was królestwo Boże” (Łk 10, 9). To jest ostatnie z tych poleceń, jakie otrzymuje siedemdziesięciu dwóch. Teraz powiedz: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”. Takie słowo daje nam Pan Jezus na początek tej naszej modlitwy z Kościół… Daje nam słowo mocno, mocno prześwietlające (tak myślę)! Nie wiem, czy was prześwietla, ale mnie – tak! Amen!

---------------------------------------------------------------------

Miłosierdzie to jest szansa odrodzenia!
homilia – sobota 5. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 15 lutego 2020
1 Krl 12, 26-32; 13, 33-34; Ps 106, 6-7a. 19-20. 21-22; Mk 8, 1-10

„Wielki tłum był z Jezusem” (Mk 8, 1). Pierwszą rzeczą, o której trzeba pamiętać, jest to, że ten tłum to tłum pogan. Jezus już od dłuższego czasu jest w krainie pogańskiej, którą w dość znaczący sposób przeszedł. Dzisiaj rano zastanawialiśmy się z ojcami nad tym, co znaczy taka długa trasa przez świat pogański, jaką Marek opisuje w siódmym rozdziale swojej Ewangelii tuż przed rozmnożeniem chleba. Jezus z Tyru przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie; przeszedł też przez góry Libanu. Zrobił bardzo długą trasę. Zastanawialiśmy się, po co tyle chodził. Obszedł pogańską krainę. I pewnie jest tak, że w drodze doświadczał, że ludzie zaczynają z Nim iść. Ten wielki tłum nie wziął się znikąd. On o nich wie, że „niektórzy z nich przyszli z daleka” (Mk 8, 3). Przeszli z Nim kawałek tej drogi, którą przemierzył idąc przez pogański świat. I teraz są przy Nim już trzy dni i On mówi do swoich apostołów. To jest ważne: nikt Mu nic nie podpowiada, inicjatywa jest po Jego stronie. On mówi: „Żal Mi tego tłumu” - gr. „splagchnizomai…” (Mk 8, 2). Marek lubi to słowo: „splagchnizomai”. To jest słowo, które mówi o Jezusie poruszonym do samego wnętrza. Powiedzieć: „żal mi” to jest stanowczo za mało, bo to jest takie doświadczenie, które Go przenika do samego… łona. Greckie „splagchna” to jest odpowiednik hebrajskiego „rehem” – łono matczyne. Jezus nie patrzy na nich w ten sposób, że odnotowuje, że są głodni albo że są w trudnej sytuacji, ale patrzy na nich w taki sposób, że z tego oglądu w Nim się coś rodzi. Być może chodzi o to, żeby to oni się urodzili z Jego łona na nowo, żeby się oni odrodzili. Greckie „splagchnizomai” to odpowiednik łacińskiego „misereor”. W słowie „misereor” czy „misericordia” nacisk jest położony na serce, co my interpretujemy jako miejsce emocji czy jakiegoś poruszenia, ale myślenie greckie, a przed nim hebrajskie, jest takie, że miłosierdzie to jest szansa odrodzenia, a nie tylko współczucie. My doświadczamy miłosierdzia od Boga wtedy, kiedy On nas na nowo rodzi. Na tym polega miłosierdzie, którego doświadczamy w sakramencie pokuty, że jesteśmy odrodzeni, a nie na tym, że Jezus się nad nami użali: „No, jesteś skończony bidok!”. To ja wiem bez Niego! Czasami nie wiem albo nie dopuszczam tej myśli do siebie, ale zasadniczo popatrzę w lustro i wiem. Powiedzieć człowiekowi, że jest skończonym łotrem – to nie jest żadne miłosierdzie, ale powiedzieć mu to tak, żeby się na nowo urodził – to jest miłosierdzie!

To jest to, w jaki sposób On na nich patrzy. Patrzy na nich jeszcze lepiej i widzi, i to jest w ogóle przepiękne: „trzy dni trwają przy Mnie” (Mk 8, 2). Tam jest grecki czasownik: „prosméno, prosménein”. Przedrostek „pros” oznacza „przy” albo „w tę stronę”, natomiast czasownik „meno, menein” może znaczyć „trwać”, a nawet „zamieszkać”; „być”, ale być nie w taki sposób, że to jest jednorazowe, ale w takie, że to jest bycie u siebie. To jest to samo słowo, które występuje w Ewangelii św. Jana tam, gdzie jest powiedziane, że jesteśmy latoroślami, które „trwają”, które „tkwią” w krzewie winnym. Jezus mówi: „Są przy Mnie”, czyli w ciągu tych trzech została zawiązana jakaś więź i to taka, która niesie w sobie obietnicę jakiejś trwałości. Bardzo pięknie to przetłumaczył św. Hieronim: „triduo sustinent me”. Czasownik „sustineo” znaczy tyle, co podtrzymywać. Jeśli popatrzymy na siódmy i ósmy rozdział Ewangelii wg Marka, zobaczymy, że Jezus się odsuwa, bo się zderzył z niewiarą w ludzie Bożym. Teraz znajduje się w świecie pogańskim i znajduje ludzi, którzy Go „podtrzymują” właśnie tym, że są przy Nim, że chcą przy Nim trwać. On doświadcza ze strony tych ludzi czegoś bardzo pięknego. Ich obecność, - taka właśnie: zażyła, bliska, stała -, jest czymś, co Go podtrzymuje. On się czuje przez tych ludzi obdarowany. Taka jest intuicja św. Hieronima. Patrzyliście tak kiedyś na pogan? My jeszcze o tym powiemy sobie w czasie ostatniej dzisiejszej konferencji. Czy w ten sposób potrafimy patrzeć na pogan? Jezus w taki właśnie sposób ich widzi. Inicjatywa, jaką podejmuje w stosunku do nich, to jest też odruch wdzięczności dla tych ludzi, którzy są przy Nim i są przy Nim tak, że Jego to wzmacnia, że dla Niego jest to źródło jakiegoś pokrzepienia, więc On teraz urządzi im na pustkowiu ucztę.

„Zapytał ich: «Ile macie chlebów?». Odpowiedzieli: «Siedem»” (Mk 8, 5). Nie pyta, ile trzeba mieć, żeby nakarmić cztery tysiące osób. Nie pyta o to, ile trzeba by mieć. Pyta: „Ile macie?”. „Siedem”. „Dajcie!”. Nie pyta, czy wystarczy, ale pyta: „Dacie to, co macie? Dajcie tyle, ile macie! Dacie?”. Dajcie Mu te siedem chlebów. Panie Jezu, cztery tysiące chłopów… To aż strach pomyśleć, ile tam było tych ludzi. Jeśli poganie się zachowują tak, jak Kościół w Polsce, to tę liczbę trzeba pomnożyć… przez cztery (kobiety, dzieci…). „Co to jest siedem chlebów?”. Ale nikt cię nie pyta, czy wystarczy. Nikt cię nie pyta o to, jakie są potrzeby. To jest „najfajniejsze” pytanie, żeby się zwolnić od dania czegokolwiek. „Nie dam, bo to i tak nic nie zmieni! Nie dam, bo to nie jest w ogóle na tę miarę!”. „Ale Ja cię o to nie pytam! Dasz tyle, ile masz czy nie?”. I dali wszystko: dali siedem chlebów, a przecież też pewno byli głodni. Siedem chlebów na dwunastu… Trzynasty - Jezus. Salwatorianie więcej jedzą. Dali wszystko. Dali mało, ale dali tyle, ile mieli. W taki sposób się dzieje Kościół, w taki sposób się dzieje miłosierdzie: nie obliczasz, ile trzeba, żeby coś się zmieniło, ale dajesz to, co masz. To wydaje się niewielkie, ale… „Daj! Zobaczymy, co się stanie!”. Gdy dasz Jezusowi te siedem chlebów, wtedy okaże się, że da się tym nakarmić cztery tysiące mężczyzn i wszystkie pozostałe osoby przy nich. Wystarczy! Jeśli dasz to Jezusowi, On tym nakarmi wszystkich i wystarczy! To jest wielka lekcja. Bardzo często jest tak, że to, co mamy do zaoferowania czy to, co dajemy, wydaje się niewielkie. To, co możemy zrobić, wydaje się niewielkie, wydaje się nieważne, wydaje się nie na miarę potrzeb. Nie takie jest pytanie Jezusa! Pytanie brzmi: „Ile masz? Co tam masz?”. „Mam to: …”. „Dawaj!”. I tak się dzieje Kościół.

Oczywiście, to nas prowadzi do jeszcze jednej myśli. To nie chodzi jedynie o to, że tak się dzieje Kościół, ale również o to, że w taki sposób działa Bóg. Ta Ewangelia, to wydarzenie, - to jest dla nas oczywiste -, jest zapowiedzią uczty eucharystycznej. Jeśli porównać ten tekst Marka z ósmego rozdziału jego Ewangelii z tekstem z rozdziału czternastego, gdzie jest opis Ostatniej Wieczerzy, zauważymy tę samą sekwencję gestów i niemal tę samą sekwencję słów: „odmówił dziękczynienie, połamał i dawał” (Mk 8, 6), a potem jest: „odmówił błogosławieństwo” (Mk 8, 7). To wszystko terminy, które są w tekście Markowym o ustanowieniu Eucharystii w czternastym rozdziale, a jeśli ktoś chce, znajdzie je nawet w Modlitwie Eucharystycznej. A jeśli tak jest, to to wydarzenie już zapowiada Eucharystię i odsyła do niej. To jeszcze nie jest Eucharystia. Oni nie mogą spożywać Eucharystii, bo oni są poganami. Więc dla pogan „Eucharystią” jest miłosierdzie ze strony Jezusa, miłosierdzie szafowane przez Jego uczniów. To jest dla nich odpowiednik Eucharystii. Przez to miłosierdzie, - przez to, że zostaną nasyceni, że zostaną nakarmieni; ich kosztem -, kiedyś staną się Kościołem i kiedyś wejdą na Eucharystię. To nie jest jeszcze Eucharystia, ale to jest coś, co ją zapowiada i co pokazuje, jaką logiką się Eucharystia rządzi. Bo Eucharystia ma tę samą dyscyplinę. Siedzieliście tu przed chwilą przed małym kawałkiem białego Chleba. Nie ma was cztery tysiące, ale około setki was będzie. I co? I to jest odpowiedź na wszystkie wasze potrzeby? I to jest na miarę wszystkich waszych problemów? A jest jakaś lepsza odpowiedź? A poszukacie sobie lepszego znaku obecności? W ten sposób Bóg działa, że potrafi nas nasycić tym, co jest małe, co się wydaje pozornie małe, co ludzie mają ochotę lekceważyć. Poczytajcie sobie te wszystkie teksty, które się pojawiają, kiedy gdzieś… wydarzy się profanacja Najświętszego Sakramentu! Poczytajcie, co piszą w gazetach! Nie mówię o komentarzach pod tekstem, które pisze się anonimowo, więc „hulaj duszo, bo piekła nie ma”, tylko mówię o tekstach, które są pisane. „O co im chodzi? O ten opłatek? Dla opłatka takie cuda? Co to jest, w ogóle? I co się stało? Przecież nic się nie stało!”. To jest sposób działania Boga. To jest coś, co ks. Józef Tischner zawarł w takim pięknym tytule: „Maleńkość i jej Mocarz”. Bóg jest Mocarzem maleńkości! Ostatecznie to, jakie wybiera skuteczne znaki swojego działania: one są malutkie, są skromne, są bardzo pokorne. Przez to są wszędzie dostępne. Nie musisz na nie wydawać nie wiadomo jakich pieniędzy. Nie musisz nie wiadomo jak tego szukać. Trochę chleba, trochę wina, olej… Gdzie to jest niedostępne? Gdzie masz z tym kłopot? Przez tę prostotę i przez tę małość On jest dostępny wszędzie. I okazuje się Mocarzem przez to, co maleńkie. Można powiedzieć, że On ma w sobie absolutnie więcej pokory niż my. Przypomnijmy Naamana: „Idź i zanurz się tam siedem razy!”. „W tym? Co to za rzeka w ogóle? U nas są lepsze”. „Możesz się nie zanurzać. Idź do tych swoich większych rzek, zanurz się! Zobaczymy, czy wyjdziesz czysty? Nie, nie wyjdziesz!”. A tu, proszę, zadziałało. Maleńkość i jej Mocarz – Bóg w ten sposób działa. Nam jest bardzo potrzebna wiara w te proste i małe środki, bo wokół nich się dzieje Kościół. W tych najprostszych znakach Jezusowych, w tych najmniejszych i najpokorniejszych znakach, jest ukryta cała Jego moc nasycenia.

Bardzo ładne jest też zakończenie tej Ewangelii. Ono pokazuje, że między Jezusem i tymi ludźmi wydarzyło się coś istotnego, coś, co domaga się jakiegoś przedłużenia, także z ich strony. „Potem ich odesłał” (por. Mk 8, 9). To nie jest tak, że każdy sobie poszedł we własną stronę. To jest posłanie! Tak jak kończymy Eucharystię: „odesłał ich”. To odesłanie nie jest zakończeniem spotkania na wieki wieków. Ono jest raczej wyznaczeniem pewnego zadania. Oni mają o czym teraz mówić. Oni mają co zanieść swoim bliskim. W tym posłaniu jest zadane jakieś apostolstwo. To ostatnie słowo jest tu bardzo ważne. To nie jest tak: „No to: pa, pa! Najedliście się, więc wy - w swoją stronę i Ja - w swoją stronę!”. To trwanie, od którego się zaczęło, będzie przedłużone; będzie miało inną formę, ale jedność między Jezusem i nimi pozostanie aktualna. To bardzo piękny Kościół, który – przynajmniej na ten moment –zapowiada się wśród pogan, a pewno niedługo się z nich urodzi.

---------------------------------------------------------------------

Słowo na drogę: Jezus Chrystus ukrzyżowany
homilia – 6. Niedziela Zwykła (rok A), 16 lutego 2020
Syr 15, 15-20; Ps 119, 1-2. 4-5. 17-18. 33-34; 1 Kor 2, 6-10; Mt 5, 17-37

Z jakim słowem wyjedziemy z tych rekolekcji? Jakie jest ostatnie słowo tych rekolekcji? Ostatnie słowo tych rekolekcji brzmi: „Jezus”. Jezus jest mądrością, którą Paweł głosi w pierwszym liście do Koryntian: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupotą dla Greków, ale dla nas jest mocą i mądrością Boga” (por. 1 Kor 1, 23-24). „Głosimy mądrość między doskonałymi” (1 Kor 2, 6). Mądrość dla doskonałych to jest Jezus Chrystus ukrzyżowany. To nie jest teoria, tylko wcielona Mądrość Boga. Dla Pawła przede wszystkim tą mądrością jest właśnie Jezus Chrystus ukrzyżowany. To Grecy nazywają głupotą: obraz Boga, który umiera na krzyżu. Obraz Wszechmocnego, który doświadcza największej słabości – to nazywają głupotą. Tymczasem to nie jest głupota, tylko paradoks. Paradoks nie jest głupotą. Paradoks nie jest też prostą sprzecznością. Paradoks jest czymś zupełnie innym; to jest inna figura. Mądrość Boża, jaką odnajdujemy w Jezusie Chrystusie, jest całą serią paradoksów. Lew, który jest Barankiem – to nie jest sprzeczność. To jest odkrycie władzy, jaką może mieć Baranek i mocy, jaką może mieć Baranek. Wczoraj słuchaliśmy o władcy Izraela, który chcąc przedstawić Boga musiał to zrobić za pomocą dwóch złotych cielców, byków ze złota (1 Krl 12, 26-32; 13, 33-34). Pieniądz jest silny i byk jest silny. A mądrość Boża mówi: „Silny jest Baranek”. Baranek jest silny zupełnie inaczej niż byk ze złota, ale gdyby się nad tym zastanowić, to ciekawe, kto jest silniejszy. Tych paradoksów jest bardzo dużo, np. nieśmiertelny Bóg ukrzyżowany. Ta paradoksalność Boga doszła do mnie pewnego razu, gdy z jakąś grupą byłem w Ziemi Świętej i byliśmy na Taborze. Góra Przemienienia. W absydzie, w prezbiterium są tam cztery mozaiki, które pokazują kolejne przemiany Boga. Bóg wybiera zmianę, np. kiedy się wciela, albo kiedy staje się Eucharystią, albo właśnie kiedy umiera na krzyżu. Wtedy mnie to uderzyło, że bez przerwy tłumaczono mi na wykładach z filozofii, zwłaszcza z filozofii religii, że Bóg ze swej natury jest niezmienny i że właśnie niezmienność jest cechą Boga. I skąd naraz przy tej niezmienności Boga taka ochota do przemiany? Skąd ona się bierze? Odpowiedź jest tylko jedna: Bóg się zmienia z miłości do nas. Każda przemiana jest w Nim sprowokowana tym, że chce jeszcze bardziej być z nami, jeszcze lepiej być z nami, jeszcze mocniej nas „zaadresować” swoją miłością. Ta niezmienność Boga tak naprawdę jest jedną niezmiennością: On jest niezmiennie kochający! To jest Jego natura. Naturą Boga jest Miłość i tego nikt nie jest w stanie w Bogu zmienić. Nie jesteśmy w stanie Boga uczynić nienawiścią do nas. Nie jesteśmy w stanie Boga uczynić nieprzebaczeniem do nas. Jest niezmienny będąc Miłością, ale właśnie w imię tej Miłości jest gotów na każdą potrzebną przemianę. To jest ten paradoks: niezmienny Bóg jest gotów na przemienienie, ale tym, co kryje się za tą przemianą, jest Miłość. Mądrość, która dla ludzi jest głupotą: mądrość ukrzyżowanego Jezusa. My się nie mierzymy z jakąś teorią. Nie zdobywamy ludzi, - mówi Paweł -, wyuczonymi słowami czy jakąś wielką filozofią. Ostatecznie tą mądrością, którą mamy do przyjęcia i do zaproponowania innym, jest Jezus Chrystus, ukrzyżowany Pan. To jest nasza Mądrość!

On jest też ukryty za drugim słowem, słowem ważnym w dzisiejszej Liturgii Słowa, a tym słowem jest „Prawo”. „Nie przyszedłem znieść Prawa, ale przyszedłem je wypełnić” (por. Mt 5, 17). Możnaby przełamać to słowo takim komentarzem, że w życiu Jezusa są dwie góry bardzo blisko do siebie odniesione. Są to: Góra Błogosławieństw i Golgota. Wszedł na Górę Błogosławieństw i powiedział to kazanie, niesamowite kazanie na górze, którego fragmentu wysłuchaliśmy, ale potem wszedł na Golgotę, żeby pokazać, że jest pierwszym, który to wszystko spełnia, że to Prawo przez Niego na nowo ogłoszone i objaśnione w Nim jest wypełnione. Ono na Golgocie w Nim jest wypełnione. To jest tak, że On mówi: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, …” (Mt 5, 23-24). Jezus składał Bogu na ofiarę siebie samego, ale czynił to absolutnie pojednany ze wszystkimi: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Pojednany ze wszystkimi mógł złożyć Bogu ofiarę z siebie samego. On jest Tym, który to słowo wypełnia. Dlatego dla nas Prawo jest wcielone w Osobie Jezusa, jest wypełnione w Osobie Jezusa. Kiedyś to już tu mówiłem: Benedykt XVI pięknie mówi, że Torą Mesjasza jest sam Mesjasz. Torą Mesjasza jest sam Mesjasz. Dlatego my, ostatecznie szukając jakiegoś odniesienia dla swojego życia i działania, wyborów i postępowania, nie odnosimy się do Dekalogu wypisanego na dwóch kamiennych tablicach, ale do Osoby, do Boga objawił się w Jezusie Chrystusie i który posyła nam Ducha.

Jesteśmy odniesieni do Osoby, a nie do Prawa. W tym tutaj tekście jest to wszędzie ukryte, może najbardziej, - nie wiem czy to zauważyliście -, kiedy Jezus mówi o możliwości zgorszenia: „Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła” (Mt 5, 29-30). Straszy? Straszy piekłem? Straszy, że będzie ci ciepło, albo gorąco, albo lodowato…– to zależy od tego, która „wersja” piekła. Ile wyobraźni chrześcijanie wykazali przez dwa tysiące lat, żeby sportretować piekło! A ja myślę, że jeśli chodzi o piekło, to najgłębsza intuicja jest w pytaniu dzieci z Fatimy, kiedy tych dwoje młodych zadaje pytanie Łucji, niewiele od nich starszej, kiedy mieli wizję piekła, czemu Pan Bóg nie pokaże piekła grzesznikom, ciężkim grzesznikom. Niesamowite pytanie małych dzieci: dlaczego Pan Bóg nie pokaże piekła tym najcięższym grzesznikom? Macie jakiś pomysł? Jedyna odpowiedź, jaka mi do głowy przyszła, jest taka: co ci najwięksi grzesznicy mogą wiedzieć o piekle? Żeby wiedzieć, czym jest piekło, musisz mieć doświadczenie bliskości z Bogiem, musisz wiedzieć, jakim szczęściem jest być z Nim w komunii. Bo tylko wtedy możesz wiedzieć, jakim nieszczęściem jest to, że nie będziesz w tej komunii na wieki. Ale jeśli nie masz doświadczenia tej jedności z Nim, która cię przemienia, która cię buduje, która cię czyni kimś innym; jeśli nie masz doświadczenia szczęścia, które po prostu bierze się stąd, że Go znasz i że wiesz, że On cię zna i że jest blisko; jeśli nigdy tego nie przeżyłeś, to czym cię można straszyć? Jakim piekłem cię można straszyć? Że tam palą? Że siarką posypują? Musisz wiedzieć, kim jest Bóg, zwłaszcza Ten objawiony w Jezusie Chrystusie i musisz być odniesiony do tej Osoby, bo inaczej nic nie zrozumiesz z tego tekstu. Prawem Mesjasza, Torą Mesjasza jest sam Mesjasz, jest Osoba Jezusa. Jezus ukrzyżowany jest „Amen” na wszystkie Boże obietnice. Wszystkie Boże obietnice w Nim są na „tak” i dlatego mówi: „tak, tak; nie, nie”. On nie jest tylko Prawodawcą, który ustala normy, ale sam jest Normą przez to, w jaki sposób żyje, w jaki sposób postępuje i kim jest!

Słowem, z którym wyjeżdżamy z tych rekolekcji, jest Jezus Chrystus, ukrzyżowany Pan, który jest dla nas Prawem, który jest dla nas Mądrością, który jest dla nas Doskonałością, który dla nas jest najważniejszym punktem odniesienia, bez którego nic nie jest zrozumiałe. Nawet jeśli się komuś wydaje, że postępuje zgodnie z Prawem i że w sumie jest niegłupi, bo się czegoś nauczył, najważniejsze jest to: Jezus Chrystus, ukrzyżowany Pan. To jest słowo na drogę. Amen.

---------------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------
* w tekstach homilii abpa G. Rysia 
spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego
-----------------------------------------------

ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl